WordPress database error: [The MariaDB server is running with the --read-only option so it cannot execute this statement]UPDATE `sw_options` SET `option_value` = '0' WHERE `option_name` = 'wpdm_social_share_enable'
WordPress database error: [The MariaDB server is running with the --read-only option so it cannot execute this statement]UPDATE `sw_options` SET `option_value` = '0' WHERE `option_name` = 'wpdm_social_share_show_total_share_count'
WordPress database error: [The MariaDB server is running with the --read-only option so it cannot execute this statement]UPDATE `sw_options` SET `option_value` = '0' WHERE `option_name` = 'wpdm_social_share_minimum_share_count'
WordPress database error: [The MariaDB server is running with the --read-only option so it cannot execute this statement]UPDATE `sw_options` SET `option_value` = '0' WHERE `option_name` = 'wpdm_social_share_saved'
WordPress database error: [The MariaDB server is running with the --read-only option so it cannot execute this statement]DELETE FROM `sw_options` WHERE `option_name` = '_transient_2__9b7a51e2f4b74108a3824eb60863f798'
WordPress database error: [The MariaDB server is running with the --read-only option so it cannot execute this statement]DELETE FROM `sw_options` WHERE `option_name` = '_transient_timeout_2__9b7a51e2f4b74108a3824eb60863f798'
Błąd bazy danych WordPressa: [The MariaDB server is running with the --read-only option so it cannot execute this statement]DELETE FROM `sw_options` WHERE `option_name` = '_site_transient_wp_theme_files_patterns-4d7c21f3fe978014dd2a9bf1628a4116'
Błąd bazy danych WordPressa: [The MariaDB server is running with the --read-only option so it cannot execute this statement]DELETE FROM `sw_options` WHERE `option_name` = '_site_transient_timeout_wp_theme_files_patterns-4d7c21f3fe978014dd2a9bf1628a4116'
Błąd bazy danych WordPressa: [The MariaDB server is running with the --read-only option so it cannot execute this statement]INSERT INTO `sw_options` (`option_name`, `option_value`, `autoload`) VALUES ('_site_transient_timeout_wp_theme_files_patterns-4d7c21f3fe978014dd2a9bf1628a4116', '1792191260', 'off') ON DUPLICATE KEY UPDATE `option_name` = VALUES(`option_name`), `option_value` = VALUES(`option_value`), `autoload` = VALUES(`autoload`)
Błąd bazy danych WordPressa: [The MariaDB server is running with the --read-only option so it cannot execute this statement]INSERT INTO `sw_options` (`option_name`, `option_value`, `autoload`) VALUES ('_site_transient_wp_theme_files_patterns-4d7c21f3fe978014dd2a9bf1628a4116', 'a:2:{s:7:\"version\";s:1:\"1\";s:8:\"patterns\";a:0:{}}', 'off') ON DUPLICATE KEY UPDATE `option_name` = VALUES(`option_name`), `option_value` = VALUES(`option_value`), `autoload` = VALUES(`autoload`)
Błąd bazy danych WordPressa: [The MariaDB server is running with the --read-only option so it cannot execute this statement]DELETE FROM `sw_options` WHERE `option_name` = '_transient_sib_push_prepare_d41d8cd98f00b204e9800998ecf8427e'
Błąd bazy danych WordPressa: [The MariaDB server is running with the --read-only option so it cannot execute this statement]DELETE FROM `sw_options` WHERE `option_name` = '_transient_timeout_sib_push_prepare_d41d8cd98f00b204e9800998ecf8427e'
Błąd bazy danych WordPressa: [The MariaDB server is running with the --read-only option so it cannot execute this statement]INSERT INTO `sw_options` (`option_name`, `option_value`, `autoload`) VALUES ('_transient_timeout_sib_push_prepare_d41d8cd98f00b204e9800998ecf8427e', '1792275860', 'off') ON DUPLICATE KEY UPDATE `option_name` = VALUES(`option_name`), `option_value` = VALUES(`option_value`), `autoload` = VALUES(`autoload`)
Błąd bazy danych WordPressa: [The MariaDB server is running with the --read-only option so it cannot execute this statement]INSERT INTO `sw_options` (`option_name`, `option_value`, `autoload`) VALUES ('_transient_sib_push_prepare_d41d8cd98f00b204e9800998ecf8427e', 'prepared', 'off') ON DUPLICATE KEY UPDATE `option_name` = VALUES(`option_name`), `option_value` = VALUES(`option_value`), `autoload` = VALUES(`autoload`)
Kiedy rodzic przychodzi do gabinetu i słyszę, że „ Moje dziecko w przedszkolu jest naprawdę grzeczne. Panie mówią, że świetnie sobie radzi a jak tylko wracamy do domu, zaczyna się awantura o wszystko. W szkole cały dzień jest spokojne, a w domu krzyczy, płacze i nie chce niczego.Tam potrafi się zachować, a przy mnie nagle nie potrafi”. Rodzicu czy to brzmi Ci to znajomo? Pamiętaj, że to nie musi oznaczać, że Twoje dziecko jest rozpieszczone, manipuluje albo specjalnie „wyżywa się” na Tobie. Czasami jest wręcz przeciwnie. Dom jest miejscem, w którym dziecko czuje się na tyle bezpiecznie, że wreszcie może odpuścić. Przez cały dzień trzeba było słuchać, czekać, siedzieć, dostosowywać się, dzielić przestrzeń z innymi, kontrolować emocje, reagować na polecenia i przetwarzać mnóstwo bodźców. hałas, ruch, światło, dotyk, zapachy, tłum, zmiany aktywności. Do tego dochodzi cała społeczna robota: „Poczekaj”, „Teraz twoja kolej”, „Nie przerywaj”, „Usiądź”, „Chodź z grupą,. „Nie krzycz”. Jedno dziecko przejdzie przez to bez większego wysiłku a dla innego to ogromna praca. I kiedy wraca do domu, jego bateria może być już na czerwonym polu. Wtedy wystarczy naprawdę niewiele. Kanapka pokrojona nie tak, skarpetka uwiera, brat usiadł za blisko, Mama mówi: „Chodź, umyjemy ręce” I… BUM z aniołka przeradza się w Diabełka tasmańskiego rodem z kreskówki. Łzy. Krzyk. Złość. Rzucanie się na podłogę albo przeciwnie to dziecko nagle dostaje 200% energii: biega, skacze, turla się po kanapie, wspina, zaczepia rodzeństwo i wygląda tak, jakby właśnie wróciło z drzemki, a nie z sześciu godzin przedszkola.
Dziecko przez cały dzień korzysta z ogromnej ilości zasobów: uwagi, hamowania impulsów, elastyczności, komunikacji, radzenia sobie z frustracją i przetwarzania bodźców. Może więc naprawdę świetnie radzić sobie w przedszkolu, a jednocześnie być po nim kompletnie wyczerpane.
W literaturze parentingowej można spotkać określenie after-school restraint collapse opisujące sytuację, gdy dziecko długo utrzymuje kontrolę w środowisku szkolnym, a po powrocie do bezpiecznego miejsca puszcza swoje hamulce. I dlatego zamiast: „Dlaczego on zachowuje się tak tylko przy mnie?” czasami warto pomyśleć: „Co kosztowało go dzisiaj tak dużo energii i czego teraz potrzebuje?” To naprawdę zmienia perspektywę.
Przez cały dzień mózg odbiera mnóstwo informacji : z oczu, uszu, skóry, mięśni, stawów i układu równowagi. Dla jednego dziecka hałas w sali jest tłem. Dla innego każde przesunięcie krzesła jest kolejną informacją, którą musi przetworzyć. Jedno dziecko uwielbia skakanie i wspinanie. Inne po kilku minutach ma już dość. Dlatego dziecko po powrocie może szukać ruchu, docisku, ciszy, bliskości albo wręcz przeciwnie przestrzeni i samotności. Ważne: nie każdy wybuch jestproblemem sensorycznym. Czasami dziecko jest po prostu głodne, albo zmęczone, może miało trudny dzień lub pokłóciło się z kolegą czy na przykład przez sześć godzin było „na wysokich obrotach”. Nie musimy wszystkiego od razu nazywać „problemem z integracją sensoryczną”.
Najpierw obserwujemy dziecko. Potem szukamy rozwiązania.
Rodzicu nie musisz urządzać w domu sali terapeutycznej dla szkraba. Nie potrzebujesz dziesięciu specjalistycznych sprzętów. Czasami naprawdę wystarczy 10-20 minut dobrze dobranej zabawy, zanim przejdziecie do kolacji, kąpieli i całej reszty. Wypróbuj i zobacz, co działa właśnie na Twoje dziecko.
1. Kanapka z poduszek
Dziecko kładzie się między dwoma dużymi poduszkami albo materacami, a Ty robisz delikatną „kanapkę”. Możesz powiedzieć: „Uwaga, robimy wielką kanapkę! Ser już jest, teraz dokładamy naleśnika!” Możecie też mocno przytulić dziecko, jeśli lubi taki rodzaj dotyku. Ważne: dziecko ma móc w każdej chwili powiedzieć „stop”!
2. Przepychanki
Nie trzeba kupować niczego. Stań naprzeciwko dziecka i zróbcie zabawę: „Kto przepchnie mamę do ściany?” , znana zabawa z mojego dzieciństwa SŁUP SOLI. Możecie pchać poduszkę, materac albo siebie nawzajem w bezpieczny sposób. Duże partie mięśni pracują, dziecko dostaje dużo informacji z ciała, a przy okazji… można się po prostu świetnie powygłupiać.
3. Tor przeszkód
Poduszka – przejście pod krzesłem – skok na materac – czołganie – przeniesienie misia – rzut piłką. Nie musi być idealnie. Ma być ruch. Możesz nawet powiedzieć: „Masz 5 minut, żeby pokonać tor super szkraba!” Dziecko dostaje konkretny cel i możliwość wykorzystania całego ciała.
4. Turlanie i rolowanie
Na dywanie albo materacu. Turlamy się jak naleśniki. Można też zawinąć dziecko w koc jak „burrito” lub jeśli dziecko tego chce i może swobodnie się wydostać albo zrobić zabawę: „Turlamy się po skarpetki!” „Turlamy się jak krokodyl!” Czasami zwykłe turlanie daje dziecku dokładnie to, czego potrzebuje jego ciało.
5. Ciężka robota
To mój ulubiony sposób na dzieci, które wracają do domu i wyglądają, jakby były Tygryskami z Kubusia Puchatka. Zamiast mówić i prosić: „Przestań biegać!” spróbuj: „Chodź, potrzebuję twojej pomocy”. Przenoszenie poduszek, pchanie kosza z praniem, noszenie książek, budowanie fortu, przesuwanie lekkiego pudełka, zbieranie zabawek do dużego kosza. Czyli coś, co angażuje większe partie mięśni. Dziecko „pracuje”, ale tak naprawdę dostaje świetną okazję do ruchowego rozładowania napięcia. A przy tym jest zaangażowane w pomoc w domu.
6. Zabawa z wodą
Woda potrafi być świetnym elementem wieczornego wyciszenia, szczególnie jeśli Twoje dziecko ją lubi. Może to być: nalewanie wody do kubeczków, przelewanie, kąpiel z zabawkami, mycie samochodów, zabawa gąbką, laboratorium z miską i kilkoma pojemnikami. Nie musi być długa.
Czasami 10 minut spokojnego przelewania wody robi więcej niż kolejne: „Uspokój się”.
7. Masażyk „pizza”
Dziecko leży na brzuchu, a Ty „robisz pizzę” na plecach. Najpierw: wałkujemy ciasto, potem: sypiemy ser, kładziemy pomidory, wkładamy pizzę do pieca. Możesz delikatnie uciskać dłonią, głaskać albo „rysować” palcem. Ale oczywiście tylko wtedy, kiedy dziecko lubi taki dotyk.
8. Zabawa w zwierzęta
„Pokaż, jak chodzi niedźwiedź”/ „A teraz żaba”/ „A teraz rak”/ „A teraz wąż”/ „A teraz wielki słoń!” /Czołganie, chodzenie na czworakach, skakanie, pełzanie, przysiady. To świetna zabawa i jednocześnie sposób na zaangażowanie całego ciała.
9. „Naleśnik” plus spokojny oddech
Kładziecie się na podłodze.Przykrywacie dziecko kocem.I robicie zabawę: „Naleśnik odpoczywa po wielkim dniu”. Możecie razem dmuchać na wyimaginowaną świeczkę. Wąchać „gorącą czekoladę” i dmuchać, żeby ją ostudzić. Robić bardzo powolne ruchy, zabawa w żółwie. To dobry moment na przejście z intensywnego ruchu do wyciszenia.
10. „Nic nie musimy”I to może być najważniejsza strategia. Czasami dziecko nie potrzebuje kolejnej aktywności.
Potrzebuje zejścia z obrotów. przekąska/woda/koc/kanapa/cisza/przytulenie, oczywiście jeśli chce. Książka/ kilka minut blisko rodzica. Pamiętaj, że ile szkrabów tyle reakcji. I to jest bardzo ważne. Jedno po przedszkolu będzie potrzebowało: ruchu, drugie bliskości, trzecie ciszy, czwarte wody, a piąte po prostu świętego spokoju. Dlatego nie szukaj jednej „najlepszej” aktywności sensorycznej.
Obserwuj reakcję dziecka. Jeżeli po danej zabawie jest spokojniejsze, łatwiej przechodzi do kolejnej czynności i szybciej wraca do równowagi to prawdopodobnie znalazłeś coś, co mu służy. Jeżeli po intensywnym kręceniu jest jeszcze bardziej pobudzone to znak, że akurat tego nie potrzebuje. Nie chodzi o to, żeby dziecko „zmęczyć”. Chodzi o to, żeby pomóc mu wrócić do równowagi. A co z granicami? To, że dziecko jest przeciążone, nie oznacza, że wszystko jest dozwolone. Możesz jednocześnie powiedzieć: „Widzę, że jesteś wściekły. Możesz się złościć. Nie pozwolę ci mnie uderzyć” albo „Widzę, że potrzebujesz dużo ruchu. Możemy skakać na materacu, ale nie po kanapie”. Emocja tak. Krzywdzenie innych kategoryczne nie. Granica może być spokojna i jednocześnie bardzo wyraźna.
I tak na sam koniec, rodzic też ma swoją baterię. Bo czasami dziecko wraca do domu jako wulkan… a rodzic ma już tylko 3% baterii. I to też jest OK. Nie musisz co dzień przez cały wieczór regulować dziecka, organizować zabaw i być chodzącym terapeutą. Czasami najlepszą rzeczą jest „Widzę, że jest ci trudno. Ja też jestem dziś zmęczona. Usiądźmy razem”. Regulacja dziecka nie powinna oznaczać całkowitego wyczerpania rodzica. Zadbajmy o siebie nawzajem.
Są takie poranki, kiedy wszystko dzieje się naraz. Jedno dziecko nie może znaleźć skarpetki, drugie właśnie odkryło, że ta bluzka „gryzie”, a rodzic patrzy na zegarek i zastanawia się, czy da się teleportować do przedszkola.
I właśnie w takich momentach łatwo pomyśleć: „Muszę go jakoś ominąć przez tę trudność, żebyśmy tylko wyszli z domu”. Tyle że nie zawsze o to chodzi. Jeśli szkrab ma trudność z ubraniem, hałasem, myciem zębów, przejściem od zabawy do wyjścia czy porannym rozruchem, warto nie udawać, że tej trudności nie ma. Lepiej pomóc dziecku przejść przez nią w sposób, który jego układ nerwowy jest w stanie udźwignąć.
To właśnie jest dla mnie najważniejsza zmiana w myśleniu o sensorycznym wspieraniu dziecka: nie chodzi o „zrobić kilka ćwiczeń i problem zniknie”. Chodzi o połączenie dziecka, zadania i środowiska.
Czasem zmieniamy sposób wykonania czynności, czasem przygotowujemy ciało do zadania, czasem zmniejszamy jeden konkretny bodziec, a czasem dajemy dziecku trochę więcej czasu i wyboru.
Poniżej znajdziesz więc nie tylko „co zrobić”, ale też po co, przy jakiej trudności może to pomóc i z czego można zrobić daną zabawę w zwykłym domu.
Dobrze jest mieć stałą kolejność: pobudka – toaleta – ubranie – śniadanie – zęby – plecak – buty – wyjście.
Ale stała rutyna nie oznacza, że każdy szkrab ma zrobić wszystko dokładnie tak samo. Jeśli wiemy, że jakaś część poranka jest trudna, możemy przygotować dziecko właśnie do niej.
Domowe rzeczy: poduszki, koc, krzesło, pluszaki.
Zrób z nich mini trasę: przejdź po poduszkach, przeczołgaj się pod kocem zawieszonym między krzesłami, przenieś pluszaka do „bazy”. To mogą być 2–3 minuty, nie pół godziny.
Dlaczego? Dziecko dostaje okazję do ruchu i pracy całego ciała przed czynnością, która wymaga więcej organizacji. Nie chodzi o zmęczenie. Chodzi o przygotowanie do działania.
Tu nie mówimy: „Musisz się przyzwyczaić”. Najpierw sprawdzamy, co konkretnie jest problemem.
Metka? Wytnijmy ją. Skarpetka? Spróbujmy innego modelu. Szorstki materiał? Wybierzmy miększy.
A potem zróbmy z ubierania zabawę: dziecko losuje z dwóch zaakceptowanych zestawów „strój na dziś”.
Domowy gadżet: pudełko lub koszyk z 2–3 ubraniami, które dziecko toleruje. Dzięki temu wybór jest prawdziwy, ale nadal ograniczony.
Jeśli dziecko nie toleruje szczotkowania, nie zaczynamy od siłowego „musimy”. Można rozbić zadanie na małe kroki: najpierw dziecko samo dotyka szczoteczką warg, potem policzka, a następnie jednego zęba.
Możecie użyć minutnika kuchennego albo piosenki jako przewidywalnego końca.
Domowy gadżet: kubek jako „stacja płukania”, mała kartka z narysowanymi czterema etapami: pasta – góra – dół – płukanie.
Jeśli trudność jest duża i utrzymująca się, warto skonsultować higienę jamy ustnej i sposób szczotkowania ze specjalistą.
Zamiast dodatkowego ćwiczenia wciśniętego w plan dnia wykorzystajmy to, co i tak trzeba zrobić.
Dziecko dostarcza serwetki, łyżki, kubki albo swoją butelkę do stołu. Potem zanosi pusty kubek do zlewu.
Domowe rzeczy: wszystko, co jest lekkie i bezpieczne.
To przykład aktywności celowej – ruch jest częścią prawdziwej czynności, a nie obowiązkową „sensoryczną rundą”. Takie podejście dobrze pasuje do współczesnych zaleceń terapii zajęciowej.
Na czerwonej kartce napisz albo narysuj: „STOP – kończymy”. Na żółtej: „JESZCZE 2 MINUTY”. Na zielonej: „START – ubieramy się”.
Możesz użyć zwykłych kartek z bloku.
Dziecko dostaje sygnał wcześniej, zamiast nagłego: „Koniec zabawy, wychodzimy!”. To szczególnie pomocne wtedy, gdy samo przełączanie uwagi jest dla niego trudne.
Przygotuj cztery małe koperty albo karteczki. Na każdej narysuj jedno zadanie: ubierz bluzkę – zjedz śniadanie – umyj zęby – załóż buty.
Dziecko otwiera tylko jedną „wiadomość” naraz.
Domowe rzeczy: stare koperty, kartki, naklejki, mazaki. Jeśli dziecko nie czyta, wystarczą obrazki.
To zewnętrzna pomoc dla dziecka, któremu trudno utrzymać w głowie całą sekwencję.
Przed wyjściem daj dziecku jedno zadanie: znaleźć w domu trzy rzeczy w określonym kolorze, sprawdzić, czy plecak ma bidon, albo odnaleźć „tajną kartkę” przy drzwiach.
Domowe rzeczy: karteczki samoprzylepne, kredki, spinacze.
Zadanie ma być krótkie i zakończone sukcesem.
Rozłóż 4–5 poduszek albo ręczników jako „kamienie”. Dziecko przechodzi po nich do łazienki.
Jeśli ruch dodatkowo je pobudza, zamiast skakania zróbcie wersję „żółw”: wolne, ciężkie kroki.
To ważne: ta sama zabawa może mieć różne tempo. Nie każda aktywność ruchowa ma być szybka.
Nie próbujmy „przełamać” jej hałasem. Wyłącz telewizor w tle, nie prowadź kilku rozmów jednocześnie, uprzedź dziecko o suszarce albo blenderze.
Jeśli używa ochronników słuchu, traktuj je jako narzędzie wspierające, a nie sposób na odcięcie dziecka od całego świata.
Szukaj konkretnego wyzwalacza. Metka, materiał, mokre ręce, mycie twarzy, czesanie?
Im dokładniej nazwiesz problem, tym łatwiej coś zmienić. Nie chodzi o omijanie całej czynności, tylko o takie jej przygotowanie, żeby dziecko mogło stopniowo w niej uczestniczyć.
Włącz ruch w codzienne obowiązki: przenieś, popchnij, zanieś, przejdź, schyl się.
Jeśli po szybkich skokach dziecko robi się jeszcze bardziej pobudzone, zwolnij tempo.
Zamiast powtarzać dziesięć razy „ubierz się”, rozbij zadanie na jeden krok. „Najpierw skarpetki”. Potem: „Teraz spodnie”.
Możesz użyć obrazków, karteczek albo przedmiotów jako podpowiedzi.
Walizka misji: mały plecak lub torba. Dziecko pakuje do niej trzy rzeczy potrzebne na wyjście. Potem samo niesie swoją „misję”.
Taśmowa ścieżka: kawałki papierowej taśmy malarskiej na podłodze tworzą linię do drzwi. Idziemy po niej jak po moście.
Klucz do wyjścia: kartonik z narysowanymi symbolami: buty, kurtka, plecak. Dziecko sprawdza po kolei, czy „odblokowało” każdy punkt.
Przedmiot ratunkowy: mała chusteczka, gniotek z balonika i mąki lub ulubiony mały przedmiot może być elementem przejścia – jeśli dziecko faktycznie korzysta z niego do regulacji.
Drzwi jako meta: po wykonaniu ostatniego kroku dziecko samo naciska klamkę albo otwiera drzwi, jeśli jest to bezpieczne. Zakończenie rutyny staje się przewidywalne.
Po przedszkolu dziecko może być zmęczone, pobudzone, ciche albo bardzo potrzebować ruchu. Najpierw sprawdźmy, czego potrzebuje.
Czasem najlepszym wsparciem będzie spacer bez pytań. Czasem niesienie plecaka. Czasem pięć minut na kanapie.
Spacer bez rozmowy: „Nie musisz teraz opowiadać. Jestem obok”.
Domowa dostawa: dziecko zanosi plecak, butelkę i kurtkę na miejsce.
Tor z kartonów: pudełko po paczce jako tunel, poduszki jako wyspy, taśma jako linia.
Praca z rękami: ugniatanie ciasta, przesypywanie suchego ryżu do pojemników lub pomoc w prostym gotowaniu – jeśli dziecko lubi takie faktury i jest to bezpieczne.
Baza odpoczynku: koc, poduszka, książka, woda. Bez obowiązku „korzystania z kącika”.
Wieczorem zwykle sprawdza się przewidywalność: kolacja – spokojna zabawa – higiena – piżama – zęby – książka – sen.
Jeśli konkretne dziecko ma trudność z którymś elementem, pracujemy właśnie nad nim, zamiast dorzucać kolejne atrakcje.
Latarka opowiada bajkę: przy przygaszonym świetle rodzic robi na ścianie cienie dłoni i opowiada krótką historię.
Ścieżka piżamowa: ubrania ułożone w kolejności na łóżku – dziecko wie, co zakłada po kolei.
Polowanie na trzy spokojne rzeczy: przed snem znajdujemy trzy rzeczy, które są miękkie, ciche albo przyjemne w dotyku.
Butelka „śnieżna”: zamknięta butelka z wodą i brokatem może być spokojnym elementem obserwacji, jeśli dziecko lubi wizualne bodźce. Nie zostawiamy jej do zabawy bez nadzoru u małych dzieci.
Mapa dnia: trzy rzeczy z dzisiaj i jedna rzecz na jutro. Krótko, bez przesłuchiwania.
To chyba najważniejsza rzecz, którą warto wynieść z całego tematu.
Jeśli dziecko ma trudność z ubraniem, to wspieramy ubieranie. Jeśli trudno mu wyjść z domu, to wspieramy przejście do wyjścia. Jeśli po przedszkolu jest przeciążone, to pomagamy przejść do odpoczynku.
Nie musimy tworzyć osobnego „sensorycznego świata” obok codzienności.
Zamiast: „Musimy zrobić ćwiczenia sensoryczne przed ubraniem”, możemy pomyśleć: „Co pomoże temu konkretnemu szkrabowi łatwiej założyć ubranie?”.
Czasem będzie to ruch. Czasem obrazek. Czasem wybór między dwiema bluzkami. Czasem cichsza łazienka. A czasem po prostu dorosły, który nie mówi piąty raz „szybciej”, tylko spokojnie pomaga zrobić następny krok.
I właśnie takie małe zmiany często są najbardziej użyteczne, bo dzieją się tam, gdzie dziecko naprawdę żyje: przy łazience, przy szafie, przy drzwiach, w kuchni i po powrocie z przedszkola.
]]>Późniejsze śniadania, spontaniczne wyjścia, zasypianie wtedy, kiedy wszyscy są już naprawdę zmęczeni, dużo ruchu, dużo słońca, wyjazdy, goście, lody zamiast obiadu i pytanie: „A jaki dziś jest dzień?”. A potem nagle pojawia się wrzesień. Budzik. Ubieranie. Śniadanie. Buty. Plecak. Przedszkole. Rozstanie. Nowe zasady. Grupa dzieci. Hałas. Polecenia dorosłych. Siedzenie przy stoliku. Czekanie na swoją kolej. Zmiana aktywności. Czyli całkiem sporo jak na małego człowieka.
Jeżeli po wakacjach dziecko przez kilka dni trudniej wstaje, jest bardziej płaczliwe, szybciej się złości, nie chce się ubierać, mocniej reaguje na hałas, po powrocie z przedszkola „wybucha”, chce być częściej na rękach albo jest wyjątkowo zmęczone to nie musi oznaczać, że „nie radzi sobie z przedszkolem”. Zmiana rytmu jest dla dziecka zmianą. A zmiana wymaga adaptacji.
Dorosły może zaplanować wcześniejsze pójście spać i przygotować się psychicznie na powrót do pracy. Dziecko nie zawsze ma jeszcze tak rozwiniętą samoregulację, planowanie i elastyczność.
Umiejętności wykonawcze takie jak hamowanie impulsu, utrzymywanie uwagi, przełączanie się między zadaniami, pamiętanie instrukcji czy planowanie rozwijają się przez całe dzieciństwo. Można potraktować je trochę jak „system kontroli lotów” mózgu. Dziecko stopniowo uczy się zarządzać tym, co dzieje się w danym momencie. Zamiast: „Jak nauczyć dziecko zachowywać się jak przedszkolak?” spróbujmy zapytać: „Jak mogę mu pomóc, żeby jego organizm łatwiej poradził sobie z tym, czego będziemy od niego oczekiwać?”
Dziecko nie zawsze może po prostu usłyszeć „uspokój się”, „skoncentruj się” albo „przestań biegać” i natychmiast wykonać polecenie. Samoregulacja jest umiejętnością, która rozwija się w relacji z dorosłym, przez doświadczenia, zabawę, powtarzalność i stopniowo coraz trudniejsze sytuacje. Dlatego zabawa w „czerwone światło, zielone światło” może być czymś znacznie więcej niż zabawą. Dziecko biegnie, słyszy sygnał, zatrzymuje ciało, czeka i ponownie rusza. Przy okazji ćwiczy uwagę, hamowanie reakcji, pamięć zasad, kontrolę ruchu i czekanie. I właśnie takie zabawy lubię najbardziej. Bo dziecko nie musi wiedzieć, że właśnie ćwiczy. Ono ma się po prostu dobrze bawić.
O układzie sensorycznym mówi się dziś bardzo dużo, ale warto trochę uporządkować temat. Nasz układ nerwowy cały czas odbiera informacje z ciała i otoczenia: z wzroku, słuchu, dotyku, układu przedsionkowego, propriocepcji oraz wnętrza ciała. Mózg musi te informacje odebrać, połączyć, zinterpretować i odpowiednio na nie zareagować. Dlatego dziecko, które przez dwie godziny biegało po plaży, skakało, wspinało się i turlało, może po powrocie potrzebować innego rodzaju aktywności niż dziecko, które pół dnia spędziło w samochodzie. Nie dlatego, że istnieje magiczny „przycisk sensoryczny”. Po prostu ciało i mózg miały inne doświadczenia ruchowe i inną historię pobudzenia.
Propriocepcja to w dużym uproszczeniu informacje, które mózg otrzymuje z mięśni i stawów o tym, co robi nasze ciało. Dzięki niej możemy w pewnym stopniu wiedzieć, gdzie znajduje się nasze ciało, nawet bez patrzenia na nie. Kiedy dziecko pcha, ciągnie, przenosi, wspina się, czołga, skacze, podpiera się albo przesuwa cięższy przedmiot, jego ciało otrzymuje dużo informacji związanych z ruchem i obciążeniem. Zamiast więc zawsze mówić: „Nie biegaj!”, czasami można powiedzieć: „Chodź, zobaczymy, czy dasz radę przepchnąć to pudełko do tamtej ściany.” Nie walczymy z potrzebą ruchu. Nadajemy jej kierunek. I bardzo ważne: „ciężka praca” nie oznacza zmęczenia dziecka do odcięcia. Nie chodzi o to, żeby wybiegać je tak, aby nie miało już siły protestować. Chodzi o sensowną aktywność ruchową dopasowaną do dziecka. Jedno dziecko po kilku minutach pchania pudełka przejdzie spokojniej do kolejnej aktywności, a inne może dostać jeszcze większego „powera”. I to jest w porządku. Nie istnieje jedna uniwersalna zabawa, która „wyciszy każde dziecko”.
Coraz więcej badań pokazuje związki między aktywnością fizyczną a funkcjami wykonawczymi dzieci. Szczególnie ciekawe są aktywności, które łączą ruch z myśleniem: reagowaniem, zapamiętywaniem zasad, podejmowaniem decyzji czy hamowaniem reakcji. Nie oznacza to: „Zrób dziecku 10 minut ćwiczeń i będzie się koncentrowało cały dzień”. Zamiast „Skacz!” możemy powiedzieć: „Skocz, kiedy zobaczysz czerwony kolor”. A jeszcze lepiej: „Czerwony – skok. Niebieski -przysiad. Zielony – zamroź się”. I nagle zwykła zabawa angażuje znacznie więcej niż same nogi.
I tutaj dochodzimy do tematu, który jest szczególnie ważny przed przedszkolem, a później jeszcze bardziej widoczny w szkole. Bo kiedy myślimy o przygotowaniu dziecka do siedzenia przy stoliku, rysowania, wycinania, lepienia, zapinania guzików czy później pisania, często od razu myślimy: „Musimy ćwiczyć rękę.” Oczywiście sprawność dłoni i palców jest ważna. Ale ręka nie pracuje w próżni. Żeby dziecko mogło sprawnie wykonywać precyzyjne ruchy dłonią, potrzebuje odpowiedniej stabilizacji całego ciała. Dlatego tak ważna jest obręcz barkowa, stabilizacja tułowia, mięśnie brzucha i pleców, koordynacja oraz ogólna sprawność ruchowa. Można powiedzieć, że zanim poprosimy rękę o precyzję, dobrze jest dać jej stabilną bazę. Jeżeli dziecko siedzi przy stoliku i jego ciało cały czas „szuka pozycji”, podpiera się, zsuwa z krzesła, opiera głowę na ręce albo szybko się męczy, to trudno oczekiwać, że będzie długo i komfortowo wykonywać precyzyjne zadania ręką. Motoryki małej nie warto odrywać od motoryki dużej. To nie są dwa osobne światy.
Codzienne zabawy ruchowe mogą być świetnym sposobem na wspieranie tych obszarów. Czworakowanie. Wspinanie. Podciąganie się. Przenoszenie przedmiotów. Pchanie i ciągnięcie. Zabawy w podporach. Tory przeszkód. Chodzenie jak niedźwiedź, rak czy krab. Przepychanie poduszki. Budowanie bazy z koców. Czołganie się pod krzesłami. To nie musi wyglądać jak „ćwiczenia”. To może być po prostu zabawa. A przy okazji dziecko pracuje nad siłą i stabilizacją obręczy barkowej, tułowia, mięśni brzucha i pleców, koordynacją oraz planowaniem ruchu. I właśnie dlatego sama jestem ogromną zwolenniczką podejścia holistycznego.
Nie przepadam za myśleniem: „Teraz ćwiczymy propriocepcję. Teraz ćwiczymy równowagę. Teraz ćwiczymy rękę. Teraz ćwiczymy koncentrację. A teraz proszę bardzo przerwa. ” Dużo bardziej podoba mi się pomysł: jedna zabawa, a przy okazji pracujemy nad kilkoma rzeczami.
Dziecko pcha ciężkie pudełko – pracuje ciało i propriocepcja. Potem przechodzi po poduszkach – dochodzi równowaga i planowanie ruchu. Po drodze musi złapać woreczek i wrzucić go do celu – mamy koordynację oko–ręka. Następnie przyczepia klamerki albo układa coś małymi elementami – dokładamy motorykę małą. A jeśli cała zabawa ma określone zasady, dochodzi jeszcze słuchanie, pamięć, hamowanie reakcji i koncentracja. Jedna zabawa. Dużo pracy dla całego organizmu.
Bo dziecko nie potrzebuje dwudziestu osobnych ćwiczeń. Potrzebuje dobrego pomysłu na zabawę. Dlatego w filmiku dołączonym do tego artykułu znajdziecie kilka propozycji właśnie takich aktywności. Nie są one „tylko na propriocepcję”. Nie są „tylko na brzuch”. Nie są „tylko na rękę”. Każda z nich angażuje kilka obszarów jednocześnie. I dokładnie tak lubię pracować ze szkrabami na sali. Ruch, zabawa, trochę kombinowania, trochę śmiechu i przy okazji całkiem sporo roboty dla ciała i mózgu. To samo można zrobić w domu. Nie potrzebujemy specjalistycznego sprzętu. Czasami wystarczą poduszki, koc, pudełko, woreczki, klamerki, piłka albo rzeczy, które już mamy pod ręką. I tutaj naprawdę warto wznieść się na wyżyny rodzicielskiej kreatywności. Kanapa może być górą. Poduszki mogą być kamieniami. Koc może być tunelem. Pudełko może być ciężkim ładunkiem. A przedpokój może na pięć minut zamienić się w tor przeszkód. Dziecko widzi zabawę. My widzimy milion możliwości.
Równowaga to nie tylko stanie na jednej nodze. To ciągłe mikrodostosowywanie ciała. Mózg odbiera informacje z różnych układów i na ich podstawie organizuje ruch. Dlatego świetnie sprawdzają się „wyspy” z poduszek, ścieżki, przechodzenie przez przeszkody, zatrzymywanie się na sygnał, chodzenie jak zwierzęta i naśladowanie rodzica. Najciekawsze są zabawy, w których ruch spotyka się z myśleniem.
Na przykład: „Kiedy powiem LAS – idziesz. Kiedy powiem MRÓZ – zamarzasz. Kiedy powiem OGIEŃ – kucasz”.
Dziecko musi słuchać, zapamiętać regułę i zahamować automatyczną reakcję. Czyli znowu – jedna zabawa, kilka obszarów naraz.
Czasami dziecko jest tak pobudzone, że natychmiastowe unieruchomienie jest po prostu trudne. Dla części dzieci droga do spokoju może wyglądać raczej tak:
ruch → organizacja ruchu → zwolnienie → spokojna aktywność.
Możemy więc przejść od czołgania do układania, a potem do czytania.
To nie trzy przypadkowe aktywności. To mała sekwencja przejścia między stanami aktywności.
Kanapka: dziecko leży między poduszkami jak „kanapka”. Jeśli lubi głęboki nacisk, można zastosować bardzo delikatny, akceptowany przez dziecko docisk. Jeśli nie lubi – nie robimy tego. Nie każda strategia pasuje każdemu dziecku.
Żółw: dziecko wychodzi ze skorupy, a potem bardzo powoli do niej wraca. Stopniowo zwalniamy, aż „żółw zasypia”.
Nocny pociąg: powolny ruch rąk połączony z opowieścią. Zamiast „weź głęboki wdech” mówimy: „Pociąg rusza…”. Dziecko podąża za historią.
I znowu – nie chodzi o perfekcyjne wykonanie ćwiczenia. Chodzi o wspólną zabawę i stopniowe przechodzenie do spokojniejszej aktywności.
Nie perfekcyjna. Nie wojskowa. Nie taka, w której wszystko odbywa się co do minuty. Tylko przewidywalna.
Dzieci korzystają z tego, że świat ma pewien porządek:
najpierw śniadanie → potem ubieranie → potem buty → potem wyjście.
Wieczorem:
kolacja → łazienka → piżama → książka → sen.
Nie chodzi o to, żeby życie zamienić w tabelkę. Chodzi o komunikat: „Wiem, co będzie dalej.”
Jeśli przez całe wakacje dziecko zasypiało o 22:30, a przedszkole wymaga pobudki o 6:30, niedziela przed pierwszym dniem nie jest najlepszym momentem na: „Od dzisiaj śpimy o 20:00!”. Znacznie łagodniejsze jest stopniowe przesuwanie rytmu. Kilka–kilkanaście dni wcześniej można stopniowo przywracać wcześniejszą pobudkę, śniadanie, aktywność, kolację, spokojniejszy wieczór i wcześniejsze wyciszenie. Nie trzeba od razu odtwarzać całego dnia przedszkolnego.
Jeśli dziecko jest niewyspane, wszystko staje się trudniejsze: koncentracja, regulacja emocji, tolerowanie frustracji, elastyczność, poranne wstawanie i radzenie sobie z hałasem. Czasami zwykłe: „Załóż skarpetki” staje się konfliktem na miarę negocjacji pokojowych. Dlatego przed przedszkolem warto zacząć właśnie od podstaw: odpowiedniej ilości snu i przewidywalnego wieczoru.
Nie rób z ostatnich dni wakacji projektu pod tytułem: „Muszę przygotować dziecko do przedszkola”. Dziecko nie potrzebuje kolejnych godzin ćwiczeń. Potrzebuje doświadczeń, w których ruch, zasady, emocje i relacja spotykają się w naturalnej zabawie. Skok może stać się ćwiczeniem hamowania. Tor przeszkód – planowaniem ruchu. Zabawa w detektywa – pamięcią wzrokową. „Zamarzanie” – kontrolą impulsu. Budowanie drogi -planowaniem. A wspólne czytanie – treningiem uwagi.
Dziecko po prostu się bawi. I właśnie w tym jest największa siła zabawy.
RANO – RUCH
10–20 minut aktywności: spacer, plac zabaw, tor przeszkód, rower, skakanie, wspinanie albo zabawa w „misję”. Nie musi być idealnie. Liczy się regularna okazja do ruchu.
W CIĄGU DNIA – ZABAWA Z ZASADĄ
Jedna zabawa wymagająca zapamiętania, czekania, reagowania, zatrzymywania ruchu albo zmiany reguły. Na przykład: „Simon mówi”, „czerwone–zielone”, „tajny agent”, „złam kod”.
WIECZOREM – PRZEJŚCIE DO SPOKOJU
Powtarzalny rytuał: kolacja → łazienka → piżama → książka → przytulenie → sen.
Dziecko często najbardziej potrzebuje komunikatu: „Wiem, co będzie dalej.”
Nie trzeba rano robić całego programu sensorycznego. Wystarczy ruch, jedzenie, spokojne tempo i przewidywalność. Można zrobić jedną krótką „misję”: przepchnąć poduszkę do drzwi, dostarczyć misia do plecaka albo zrobić dwa wielkie skoki i założyć buty. To ma być pomost, nie trening.
Dziecko może mieć obawy: „A jeśli będę tęsknić?”, „A jeśli nie będę wiedzieć, gdzie jest moja sala?”.
Nie trzeba tych obaw natychmiast naprawiać.
Można powiedzieć: „Możesz tęsknić za mną i jednocześnie dobrze bawić się w przedszkolu.” Albo: „Pierwszy dzień może być trochę dziwny. Nie musisz od razu wszystkiego lubić.” To naprawdę wystarczy.
Jeżeli zapomnisz o ćwiczeniu – nic się nie stanie.
Jeżeli dziecko nie chce robić toru przeszkód – nic się nie stanie.
Jeżeli zamiast „sensorycznej zabawy” wybierzecie rower świetnie!
Jeżeli zamiast 15 minut ćwiczeń będziecie przez pół godziny budować bazę z koców też świetnie.
Celem nie jest stworzenie dziecka, które będzie idealnie regulowane.
Celem jest stworzenie mu warunków, w których łatwiej będzie mu się regulować.
I dlatego właśnie zachęcam do patrzenia na zabawę szerzej.
Nie tylko: „Co chcę dzisiaj poćwiczyć?”
Ale: „Jak mogę się z nim pobawić tak, żeby przy okazji dostało trochę ruchu, popracowało całym ciałem, poćwiczyło koordynację, koncentrację i dobrze się przy tym bawiło?” To właśnie jest moje ulubione podejście do pracy ze szkrabami na sali.
Jedna zabawa. Wiele obszarów. Zero nudy.
A w filmiku dołączonym do artykułu znajdziecie kilka takich propozycji, które możecie spokojnie przenieść również do domu.
1. Najpierw ciało, potem wymagania. Ruch może być dobrym przygotowaniem do aktywności wymagającej uwagi.
2. Motoryka mała potrzebuje dobrej bazy. Sprawna dłoń pracuje na stabilnym tułowiu i przy odpowiedniej pracy obręczy barkowej.
3. Zabawa może być treningiem funkcji wykonawczych. Dziecko nie musi siedzieć przy stoliku, żeby ćwiczyć uwagę, pamięć roboczą czy hamowanie reakcji.
4. Nie każde dziecko reguluje się tak samo. To, co jednemu pomaga zwolnić, drugiego może dodatkowo pobudzić.
5. Rutyna jest potężniejsza, niż nam się wydaje. Przewidywalny rytm dnia, sen, posiłki, ruch i spokojne rytuały dają dziecku poczucie bezpieczeństwa.
„Moje dziecko nie musi być gotowe na wszystko pierwszego dnia. Możemy wejść w tę zmianę krok po kroku.” Przygotowanie do przedszkola nie polega na tym, żeby nauczyć dziecko być „grzecznym”, siedzieć bez ruchu i radzić sobie ze wszystkim. Polega na tym, żeby pomóc mu coraz lepiej rozumieć swoje ciało, swoje emocje, swoje potrzeby i świat, który czasami jest naprawdę głośny, szybki i wymagający. A czasem najlepszym przygotowaniem do przedszkola jest po prostu: trochę pobiegać, trochę się pobawić, trochę poprzytulać, dobrze zjeść, dobrze się wyspać i wiedzieć, co wydarzy się jutro. I naprawdę to już jest bardzo dużo.
]]>Kiedy myślimy o rozwoju dziecka, najczęściej przychodzą nam do głowy pierwsze kroki, pierwsze słowa czy nauka czytania. Tymczasem fundament wielu tych umiejętności powstaje dużo wcześniej dzięki prawidłowemu odbieraniu i przetwarzaniu bodźców zmysłowych. Jednym z najważniejszych zmysłów, rozwijających się już w życiu płodowym, jest zmysł dotyku. To właśnie dzięki niemu dziecko poznaje świat, buduje poczucie bezpieczeństwa, rozwija świadomość własnego ciała, uczy się relacji społecznych, a nawet przygotowuje do nauki szkolnej. Coraz więcej rodziców słyszy o integracji sensorycznej (SI), jednak nadal wielu zastanawia się: czy moje dziecko potrzebuje dodatkowej stymulacji? Jak rozpoznać trudności? Co mogę robić w domu? Kiedy warto udać się do specjalisty?
W dalszej części artykułu przeczytasz:
Kiedy myślimy o rozwoju dziecka, najczęściej przychodzą nam do głowy pierwsze kroki, pierwsze słowa czy nauka czytania. Tymczasem fundament wielu tych umiejętności powstaje dużo wcześniej dzięki prawidłowemu odbieraniu i przetwarzaniu bodźców zmysłowych. Jednym z najważniejszych zmysłów, rozwijających się już w życiu płodowym, jest zmysł dotyku. To właśnie dzięki niemu dziecko poznaje świat, buduje poczucie bezpieczeństwa, rozwija świadomość własnego ciała, uczy się relacji społecznych, a nawet przygotowuje do nauki szkolnej. Coraz więcej rodziców słyszy o integracji sensorycznej (SI), jednak nadal wielu zastanawia się: czy moje dziecko potrzebuje dodatkowej stymulacji? Jak rozpoznać trudności? Co mogę robić w domu? Kiedy warto udać się do specjalisty?
Dotyk to pierwszy rozwijający się zmysł człowieka. Już około 6- 8. tygodnia życia płodowego receptory dotykowe zaczynają reagować na bodźce.
System dotykowy dostarcza mózgowi informacji o:
Dzięki temu dziecko wie: gdzie zaczyna się i kończy jego ciało, czy coś jest miękkie czy twarde, czy ubranie jest wygodne, jak mocno trzymać kredkę, jak manipulować zabawką, jak bezpiecznie poruszać się w przestrzeni. Dotyk jest również silnie związany z emocjami. Przytulanie, głaskanie czy noszenie przez rodzica wpływają na rozwój więzi, poczucie bezpieczeństwa oraz regulację układu nerwowego.
Współczesna wiedza z zakresu integracji sensorycznej pokazuje, że problem nie leży zazwyczaj w samym zmyśle, lecz w sposobie przetwarzania informacji przez układ nerwowy.
Możemy obserwować dwa główne typy trudności:
Nadwrażliwość dotykowa
Dziecko odbiera zwykłe bodźce jako zbyt intensywne lub nieprzyjemne.
Możesz zauważyć, że: nie lubi metek w ubraniach, protestuje podczas obcinania paznokci, nie chce chodzić boso, unika malowania palcami, nie toleruje niektórych materiałów, nie lubi mycia włosów, źle reaguje na przypadkowe dotknięcia innych dzieci, szybko się irytuje podczas zabaw sensorycznych.
Rodzice często słyszą wtedy: „On taki jest.”, „Jest bardzo wrażliwy.”„Przesadza.” Tymczasem dla dziecka dyskomfort jest całkowicie realny.
Podwrażliwość dotykowa
W tym przypadku dziecko potrzebuje silniejszych bodźców, aby je zauważyć.
Może: ciągle czegoś dotykać, ocierać się o meble, mocno ściskać innych, nie zauważać zabrudzeń na twarzy, mieć wysoki próg bólu, nie reagować na lekkie skaleczenia, preferować bardzo intensywne zabawy ruchowe.
Takie dzieci bywają określane jako „wiecznie rozbrykane”, lub „nieostrożne”, choć w rzeczywistości ich układ nerwowy poszukuje dodatkowych informacji sensorycznych.
Problemy dotykowe nie dotyczą wyłącznie zabaw sensorycznych.
Mogą wpływać na:
Funkcjonowanie w domu
Funkcjonowanie w przedszkolu
Funkcjonowanie w szkole
Nauczyciele żłobkowi, przedszkolni i szkolni często jako pierwsi zauważają sygnały trudności. Niepokój mogą budzić dzieci, które: unikają materiałów plastycznych, nie lubią zabaw w piasku, reagują płaczem na zabrudzenie rąk, nie chcą uczestniczyć w zajęciach sensorycznych, często wpadają na innych, mają trudności z utrzymaniem odpowiedniego dystansu społecznego, zbyt mocno lub zbyt słabo manipulują przedmiotami, szybko się rozpraszają podczas pracy przy stoliku.
Warto pamiętać, że zachowanie dziecka często jest komunikatem o jego trudnościach sensorycznych.
Nie.
Wiele dzieci wykazuje pojedyncze cechy nadwrażliwości lub podwrażliwości i nie wymaga terapii!
Do specjalisty warto zgłosić się wtedy, gdy trudności:
Pierwszym krokiem może być konsultacja z:
W niektórych sytuacjach wskazana jest również konsultacja z:
Nie chodzi o bombardowanie dziecka bodźcami, lecz o dostarczanie różnorodnych, przyjemnych i adekwatnych doświadczeń.
Przygotuj pudełko sensoryczne zawierające:
Pozwól dziecku badać je rękami i stopami.
Kuchnia to doskonałe miejsce do stymulacji dotykowej.
Dziecko może:
Przy okazji rozwija motorykę małą i samodzielność.
Nie tylko pędzlem.
Warto używać:
Jeżeli dziecko toleruje takie aktywności, pozwól mu chodzić po:
To naturalna stymulacja receptorów dotykowych.
Dzieci często uwielbiają:
Przeciskanie się przez koce, poduszki czy tunele dostarcza nie tylko bodźców dotykowych, ale również proprioceptywnych, które pomagają regulować układ nerwowy.
Woda daje ogromne możliwości.
Można:
Świetnie sprawdzają się:
Czego unikać?
Nie zmuszaj dziecka do kontaktu z nieprzyjemnym bodźcem.
Jeżeli dziecko reaguje lękiem lub silnym dyskomfortem:
Presja zwykle nasila trudności.
Nowoczesne podejście do rozwoju dziecka podkreśla, że układ sensoryczny i emocjonalny są ze sobą ściśle powiązane.
Dziecko lepiej korzysta z doświadczeń sensorycznych, gdy:
Dlatego najcenniejszą „stymulacją sensoryczną” często okazują się wspólny czas, zabawa i bliskość.
Rodzicu! Nie musisz tworzyć w domu profesjonalnej sali integracji sensorycznej. Największe znaczenie mają codzienne doświadczenia: wspólne gotowanie, zabawy w ogrodzie, lepienie z plasteliny, przytulanie, masażyki, chodzenie boso, aktywna zabawa.
Jeżeli jednak widzisz, że trudności dziecka utrudniają mu codzienne funkcjonowanie, nie czekaj. Wczesna konsultacja ze specjalistą pozwala lepiej zrozumieć potrzeby dziecka i dobrać odpowiednie wsparcie.
Bibliografia
]]>
Są dzieci, które ciągle się wspinają, skaczą, wpadają na meble, ściskają mocno podczas przytulania albo wiecznie coś gryzą. Są też takie, które szybko się męczą, unikają ruchu, nie lubią nowych aktywności albo wydają się „nieobecne” w swoim ciele. Bardzo często za tym wszystkim stoi właśnie układ proprioceptywny jeden z najważniejszych, a jednocześnie najmniej znanych „zmysłów”.
Kiedy mówimy o integracji sensorycznej, większość osób myśli o dotyku, słuchu czy wzroku. Tymczasem nasze ciało każdego dnia korzysta również ze zmysłu przedsionkowego i właśnie propriocepcji. To dzięki niej wiemy, gdzie znajdują się nasze ręce i nogi, nawet kiedy zamkniemy oczy. To ona pomaga nam regulować siłę ruchu, utrzymywać postawę, planować ruch i czuć się „bezpiecznie” we własnym ciele.
Najprościej mówiąc to system informacji płynących z mięśni, stawów i więzadeł do mózgu. Układ proprioceptywny nieustannie „melduje”, co robi nasze ciało: czy siedzimy prosto, jak mocno naciskamy kredkę, czy stoimy stabilnie i ile siły potrzebujemy, żeby podnieść kubek, a nie go zgnieść. To trochę jak wewnętrzna mapa ciała.
To nie „niegrzeczność”. Bardzo często to układ nerwowy szuka regulacji.
Nie każde żywe dziecko ma zaburzenia SI. I to bardzo ważne, żeby o tym mówić głośno. Dziś rodzice są bombardowani diagnozami i informacjami z internetu. Tymczasem dzieci rozwijają się w różnym tempie. Współczesne podejście do integracji sensorycznej podkreśla, że patrzymy na funkcjonowanie dziecka całościowo nie na pojedyncze zachowanie.
W dalszej części artykułu przeczytasz co jeszcze powinno Cię zaniepokoić oraz:
I bonus, do artykułu został dołączony film z propozycją ćwiczeń stymulujących układ prioprioceptywny w domu.
]]>Są dzieci, które ciągle się wspinają, skaczą, wpadają na meble, ściskają mocno podczas przytulania albo wiecznie coś gryzą. Są też takie, które szybko się męczą, unikają ruchu, nie lubią nowych aktywności albo wydają się „nieobecne” w swoim ciele. Bardzo często za tym wszystkim stoi właśnie układ proprioceptywny jeden z najważniejszych, a jednocześnie najmniej znanych „zmysłów”.
Kiedy mówimy o integracji sensorycznej, większość osób myśli o dotyku, słuchu czy wzroku. Tymczasem nasze ciało każdego dnia korzysta również ze zmysłu przedsionkowego i właśnie propriocepcji. To dzięki niej wiemy, gdzie znajdują się nasze ręce i nogi, nawet kiedy zamkniemy oczy. To ona pomaga nam regulować siłę ruchu, utrzymywać postawę, planować ruch i czuć się „bezpiecznie” we własnym ciele.
Najprościej mówiąc to system informacji płynących z mięśni, stawów i więzadeł do mózgu. Układ proprioceptywny nieustannie „melduje”, co robi nasze ciało: czy siedzimy prosto, jak mocno naciskamy kredkę, czy stoimy stabilnie i ile siły potrzebujemy, żeby podnieść kubek, a nie go zgnieść. To trochę jak wewnętrzna mapa ciała.
To nie „niegrzeczność”. Bardzo często to układ nerwowy szuka regulacji.
Nie każde żywe dziecko ma zaburzenia SI. I to bardzo ważne, żeby o tym mówić głośno. Dziś rodzice są bombardowani diagnozami i informacjami z internetu. Tymczasem dzieci rozwijają się w różnym tempie. Współczesne podejście do integracji sensorycznej podkreśla, że patrzymy na funkcjonowanie dziecka całościowo nie na pojedyncze zachowanie.
Dlatego tak wiele współczesnych nurtów terapeutycznych od SI, przez fizjoterapię pediatryczną, po osteopatię i psychologię rozwojową zwraca uwagę na znaczenie ruchu, napięcia mięśniowego, oddechu i świadomości ciała.
I tutaj dobra wiadomość: naprawdę nie potrzeba drogiego sprzętu. Najlepszą terapią dla dziecka jest często zwykła, codzienna zabawa. Zabawy, które dzieci uwielbiają:
Relacja! Dziecko najlepiej reguluje się w kontakcie z drugim człowiekiem. Nawet najlepsze ćwiczenie nie będzie wspierające, jeśli wykonywane jest pod presją.
Dobrej zabawy!
Do artykułu został dołączony film z propozycją ćwiczeń stymulujących układ prioprioceptywny w domu.
Bibliografia
Dziecko a integracja sensoryczna – A. Jean Adres, Harmonia. Gdańsk
Materiały i Publikacje Polskiego Stowarzyszenia Terapeutów Integracji Sensorycznej
Są takie momenty w rodzicielstwie, kiedy człowiek czuje się bardziej jak negocjator w strefie konfliktu niż opiekun małego dziecka. Jednego dnia przytulasy, drugiego… „AŁA!”. Szczypanie. Gryzienie. I to niekoniecznie złośliwe, często zupełnie „znikąd”. Jeśli brzmi znajomo, to spokojnie: nie jesteście sami. A co ważniejsze to zachowanie zwykle coś mówi. I warto się temu przyjrzeć nie jak problemowi do „wyplenienia”, ale jak wiadomości od układu nerwowego dziecka.
Z perspektywy integracji sensorycznej (czyli tego, jak mózg odbiera, porządkuje i wykorzystuje bodźce z ciała i otoczenia), szczypanie i gryzienie to często sposób na regulację.
Małe dzieci, szczególnie w wieku żłobkowym i przedszkolnym, dopiero uczą się: rozpoznawać swoje emocje, radzić sobie z napięciem czy komunikować potrzeby. A że słowa czasem jeszcze nie nadążają za emocjami… w ruch idą zęby i palce.
Z punktu widzenia SI, mogą tu działać różne mechanizmy:
Nie zawsze. I tu ważna rzecz: szczypanie i gryzienie nie mają jednej przyczyny.
Oprócz integracji sensorycznej mogą wchodzić w grę:
Czasem więc oprócz terapeuty SI warto skonsultować się także z psychologiem dziecięcym, szczególnie jeśli zachowanie ma wyraźny związek z emocjami i relacjami.
Nie każde ugryzienie to sygnał alarmowy. Dzieci testują, eksperymentują, uczą się.
Ale warto się zatrzymać i przyjrzeć bliżej, jeśli:
W takich sytuacjach warto skonsultować się ze specjalistą, nie po to, żeby „przypiąć etykietkę”, ale żeby lepiej zrozumieć dziecko.
Gdybyśmy mieli przetłumaczyć szczypanie i gryzienie na język dorosłych, mogłoby to brzmieć tak:
I to jest klucz, nie zatrzymywać się na „nie wolno”, tylko szukać: dlaczego?
Tu zaczyna się dobra wiadomość: naprawdę sporo. Zamiast walczyć z zachowaniem, warto dać dziecku alternatywy i regulację.
W dalszej części artykułu przeczytasz praktyczne wskazówki co możesz zrobić w domu, a także kiedy domowe sposoby to za mało i trzeba udać się specjalisty.
I Jeszcze na koniec, pamiętaj:
Jeśli Wasze dziecko szczypie albo gryzie, to nie znaczy, że „coś poszło nie tak”. To znaczy, że jego układ nerwowy intensywnie się rozwija… i czasem robi to w sposób, który boli (dosłownie).
Waszą rolą nie jest bycie perfekcyjnym rodzicem, tylko wystarczająco dobrym tłumaczem świata takim, który pomaga dziecku zrozumieć siebie.
Zachęcamy do obejrzenia filmu dołączonego do artykuły: o aktywnościach, które warto wprowadzić w domu, gdy dziecko szczypie lub gryzie.
]]>Są takie momenty w rodzicielstwie, kiedy człowiek czuje się bardziej jak negocjator w strefie konfliktu niż opiekun małego dziecka. Jednego dnia przytulasy, drugiego… „AŁA!”. Szczypanie. Gryzienie. I to niekoniecznie złośliwe, często zupełnie „znikąd”. Jeśli brzmi znajomo, to spokojnie: nie jesteście sami. A co ważniejsze to zachowanie zwykle coś mówi. I warto się temu przyjrzeć nie jak problemowi do „wyplenienia”, ale jak wiadomości od układu nerwowego dziecka.
Z perspektywy integracji sensorycznej (czyli tego, jak mózg odbiera, porządkuje i wykorzystuje bodźce z ciała i otoczenia), szczypanie i gryzienie to często sposób na regulację.
Małe dzieci, szczególnie w wieku żłobkowym i przedszkolnym, dopiero uczą się: rozpoznawać swoje emocje, radzić sobie z napięciem czy komunikować potrzeby. A że słowa czasem jeszcze nie nadążają za emocjami… w ruch idą zęby i palce.
Z punktu widzenia SI, mogą tu działać różne mechanizmy:
Nie zawsze. I tu ważna rzecz: szczypanie i gryzienie nie mają jednej przyczyny.
Oprócz integracji sensorycznej mogą wchodzić w grę:
Czasem więc oprócz terapeuty SI warto skonsultować się także z psychologiem dziecięcym, szczególnie jeśli zachowanie ma wyraźny związek z emocjami i relacjami.
Nie każde ugryzienie to sygnał alarmowy. Dzieci testują, eksperymentują, uczą się.
Ale warto się zatrzymać i przyjrzeć bliżej, jeśli:
W takich sytuacjach warto skonsultować się ze specjalistą, nie po to, żeby „przypiąć etykietkę”, ale żeby lepiej zrozumieć dziecko.
Gdybyśmy mieli przetłumaczyć szczypanie i gryzienie na język dorosłych, mogłoby to brzmieć tak:
I to jest klucz, nie zatrzymywać się na „nie wolno”, tylko szukać: dlaczego?
Tu zaczyna się dobra wiadomość: naprawdę sporo. Zamiast walczyć z zachowaniem, warto dać dziecku alternatywy i regulację.
Zamiast „nie szczyp”, spróbuj:
To buduje most między ciałem a emocjami.
Bez krzyku (wiem, łatwo powiedzieć ), ale jasno:
Kiedy to się dzieje?
To często daje więcej niż tysiąc poradników, może to pomóc znaleźć źródło problemu i je ograniczyć.
Do terapeuty integracji sensorycznej warto się zgłosić, gdy:
Do psychologa dziecięcego:
Na koniec trochę oddechu
Jeśli Wasze dziecko szczypie albo gryzie, to nie znaczy, że „coś poszło nie tak”. To znaczy, że jego układ nerwowy intensywnie się rozwija… i czasem robi to w sposób, który boli (dosłownie).
Waszą rolą nie jest bycie perfekcyjnym rodzicem, tylko wystarczająco dobrym tłumaczem świata takim, który pomaga dziecku zrozumieć siebie.
Zachęcamy do obejrzenia filmu dołączonego do artykuły: o aktywnościach, które warto wprowadzić w domu, gdy dziecko szczypie lub gryzie.
Bibliografia (wybrane pozycje)
Często rodzic w gabinecie mówi:
„On wygląda jakby był zamyślony.”
„Ona po prostu nie patrzy pod nogi.”
„To chyba taki typ niezdary…”
A ja wtedy odpowiadam: To nie jest kwestia tylko uwagi. To bardzo często kwestia organizacji układu nerwowego. W podejściu integracji sensorycznej, zapoczątkowanym przez Anna Jean Ayres, równowaga to fundament rozwoju. Nie tylko ruchowego, ale też emocjonalnego i poznawczego.
Wyobraź sobie, że Twoje dziecko ma w uchu wewnętrznym bardzo czuły „poziomnik”. To właśnie układ przedsionkowy. On informuje mózg o tym:
Do tego dochodzi układ proprioceptywny, który mówi: „Twoja noga jest zgięta.”/ „Twoje ramię jest uniesione.”/„Stoisz krzywo.” Jeśli te systemy nie współpracują wystarczająco sprawnie, mózg dostaje niepełne lub niedokładne informacje. A jeśli informacje są niedokładne reakcja ruchowa też taka będzie. To trochę tak, jakby GPS pokazywał lokalizację z opóźnieniem. Samochód jedzie, ale nawigacja reaguje chwilę za późno. I wtedy widzimy:
2–3 lata - szkrab wchodzi na kanapę. Wspina się dzielnie, ale przy schodzeniu wygląda jakby tracił orientację. Często siada, zamiast zejść. Albo schodzi tyłem bardzo ostrożnie. To może być naturalny etap rozwoju.
Ale jeśli dziecko:
4–5 lat - szkrab w przedszkolu nie chce brać udziału w zabawach ruchowych. Gdy dzieci stoją na jednej nodze on po 2 sekundach traci równowagę. Podczas siedzenia podpiera głowę ręką. W czasie zajęć leży na dywanie. To może być sygnał słabszej stabilizacji posturalnej.
6 lat i więcej - szkrab nie umie złapać piłki. Jazda na rowerze bez bocznych kółek to ogromne wyzwanie. Wychowawca mówi, że „jest jakby spóźniony ruchowo”. W tym wieku trudności z równowagą zaczynają wpływać na samoocenę. Dziecko zaczyna się porównywać. I to jest moment, kiedy naprawdę nie warto czekać.
Dlaczego jedno dziecko „wyrośnie”, a inne nie? Rozwój układu przedsionkowego zaczyna się bardzo wcześnie – już w życiu płodowym. Ruch w brzuchu mamy, poród, pierwsze turlanie, raczkowanie – to wszystko „programuje” równowagę.
Jeśli dziecko:
to system przedsionkowo-proprioceptywny mógł dostać mniej doświadczeń do organizacji. To nie jest wina rodzica. To kwestia doświadczeń sensorycznych i dojrzewania układu nerwowego.
Niedojrzałość lub zaburzenia układu przedsionkowego.
Dziecko:
Lub przeciwnie stale szuka mocnego ruchu:
Słaba stabilizacja posturalna
Objawy:
Trudności w planowaniu ruchu (dyspraksja)
Dziecko:
W dalszej części artykułu dowiesz się:
Film z propozycjami ćwiczeń.
Pamiętaj, Twoje dziecko nie jest niezdarne. Nie jest leniwe. Nie robi tego specjalnie. Jego układ nerwowy może po prostu potrzebować wsparcia w organizacji bodźców.
Bibliografia
]]>
Często rodzic w gabinecie mówi:
„On wygląda jakby był zamyślony.”
„Ona po prostu nie patrzy pod nogi.”
„To chyba taki typ niezdary…”
A ja wtedy odpowiadam: To nie jest kwestia tylko uwagi. To bardzo często kwestia organizacji układu nerwowego. W podejściu integracji sensorycznej, zapoczątkowanym przez Anna Jean Ayres, równowaga to fundament rozwoju. Nie tylko ruchowego, ale też emocjonalnego i poznawczego.
Wyobraź sobie, że Twoje dziecko ma w uchu wewnętrznym bardzo czuły „poziomnik”. To właśnie układ przedsionkowy. On informuje mózg o tym:
Do tego dochodzi układ proprioceptywny, który mówi: „Twoja noga jest zgięta.”/ „Twoje ramię jest uniesione.”/„Stoisz krzywo.” Jeśli te systemy nie współpracują wystarczająco sprawnie, mózg dostaje niepełne lub niedokładne informacje. A jeśli informacje są niedokładne reakcja ruchowa też taka będzie. To trochę tak, jakby GPS pokazywał lokalizację z opóźnieniem. Samochód jedzie, ale nawigacja reaguje chwilę za późno. I wtedy widzimy:
2–3 lata – szkrab wchodzi na kanapę. Wspina się dzielnie, ale przy schodzeniu wygląda jakby tracił orientację. Często siada, zamiast zejść. Albo schodzi tyłem bardzo ostrożnie. To może być naturalny etap rozwoju.
Ale jeśli dziecko:
4–5 lat – szkrab w przedszkolu nie chce brać udziału w zabawach ruchowych. Gdy dzieci stoją na jednej nodze on po 2 sekundach traci równowagę. Podczas siedzenia podpiera głowę ręką. W czasie zajęć leży na dywanie. To może być sygnał słabszej stabilizacji posturalnej.
6 lat i więcej – szkrab nie umie złapać piłki. Jazda na rowerze bez bocznych kółek to ogromne wyzwanie. Wychowawca mówi, że „jest jakby spóźniony ruchowo”. W tym wieku trudności z równowagą zaczynają wpływać na samoocenę. Dziecko zaczyna się porównywać. I to jest moment, kiedy naprawdę nie warto czekać.
Dlaczego jedno dziecko „wyrośnie”, a inne nie? Rozwój układu przedsionkowego zaczyna się bardzo wcześnie – już w życiu płodowym. Ruch w brzuchu mamy, poród, pierwsze turlanie, raczkowanie – to wszystko „programuje” równowagę.
Jeśli dziecko:
to system przedsionkowo-proprioceptywny mógł dostać mniej doświadczeń do organizacji. To nie jest wina rodzica. To kwestia doświadczeń sensorycznych i dojrzewania układu nerwowego.
Niedojrzałość lub zaburzenia układu przedsionkowego.
Dziecko:
Lub przeciwnie stale szuka mocnego ruchu:
Słaba stabilizacja posturalna
Objawy:
Trudności w planowaniu ruchu (dyspraksja)
Dziecko:
W praktyce klinicznej patrzymy również na:
W diagnostyce pomocne bywa narzędzie takie jak Kwestionariusz rozwoju sensomotorycznego.
Terapia SI to nie „ćwiczenia równowagi” w prostym znaczeniu. To budowanie zaufania mózgu do własnego ciała. Na sali:
Czasem dziecko, które na początku kurczowo trzyma się terapeuty, po kilku tygodniach samo prosi: „Jeszcze szybciej!” Dla nas to znak, że układ przedsionkowy zaczyna lepiej organizować informacje.
Jeśli trudności są łagodne, możesz wspierać dziecko poprzez:
Zabawy przedsionkowe
Ćwiczenia proprioceptywne:
Ćwiczenia równoważne:
Ale jeśli widzisz:
warto zgłosić się do terapeuty SI.
Najważniejsze, co chcę Ci powiedzieć jako terapeutka to to, że Twoje dziecko nie jest niezdarne. Nie jest leniwe. Nie robi tego specjalnie. Jego układ nerwowy może po prostu potrzebować wsparcia w organizacji bodźców.
Współczesna wiedza z zakresu integracji sensorycznej rozwijana od czasów Jean Ayres i opisywana w polskich opracowaniach m.in. przez Zbigniewa Przyrowskiego pokazuje, że odpowiednia stymulacja może znacząco poprawić funkcjonowanie dziecka.
A najważniejsze jest to: im wcześniej zareagujemy, tym łatwiej mózg uczy się nowych wzorców.
W filmie dołączonym do artykułu znajdą Państwo propozycję ćwiczeń.
Bibliografia
Czym właściwie jest nadwrażliwość dotykowa? Nadwrażliwość dotykowa to sytuacja, w której układ nerwowy dziecka odbiera dotyk jako zbyt intensywny, nieprzyjemny albo wręcz bolesny, nawet jeśli dla dorosłego to coś zupełnie neutralnego. Po raz pierwszy obronność dotykową zdefiniowała Ayers jeszcze w latach sześćdziesiątych, pisała że jest to chęć ucieczki od sytuacji i uczucie ciągłego dyskomfortu.
Wyobraź sobie, że ktoś ciągle:
Trudno byłoby Ci się skupić, prawda? A teraz pomyśl, że Twój maluch tak właśnie może odbierać codzienne sytuacje. To nie jest „problem z charakterem”. To sposób działania układu nerwowego.
Każde dziecko jest inne, ale u dzieciaczków z nadwrażliwością dotykową często widzimy:
Czasem dzieci reagują ucieczką, a czasem walką, płaczem, krzykiem, sztywnieniem ciała.
To są ważne sygnały. Warto je potraktować serio.
W domu zwykle widzimy:
Co się właściwie dzieje w ciele dziecka? W dużym uproszczeniu: mózg dziecka nie filtruje bodźców dotykowych tak, jak powinien. Informacje ze skóry są odbierane jako zbyt mocne, zbyt nagłe, zbyt intensywne.
Często towarzyszy temu:
Jak reagować jako rodzic? Spokój i zrozumienie, nie zmuszamy, dajemy dziecku wybór i kontrolę.
Jeśli czujesz, że temat Was przerasta i bardzo dobrze, że to czujesz warto zgłosić się do specjalistów:
Im wcześniej, tym łatwiej wesprzeć układ nerwowy dziecka (diagnoza SI z systemem KATIS możliwa już od 1 roku życia!). W dalszej części artykułu dowiesz się:
Do artykułu dołączony jest również filmik z pokazanymi 5 ćwiczeniami
Czym właściwie jest nadwrażliwość dotykowa? Nadwrażliwość dotykowa to sytuacja, w której układ nerwowy dziecka odbiera dotyk jako zbyt intensywny, nieprzyjemny albo wręcz bolesny, nawet jeśli dla dorosłego to coś zupełnie neutralnego. Po raz pierwszy obronność dotykową zdefiniowała Ayers jeszcze w latach sześćdziesiątych, pisała że jest to chęć ucieczki od sytuacji i uczucie ciągłego dyskomfortu.
Wyobraź sobie, że ktoś ciągle:
Trudno byłoby Ci się skupić, prawda? A teraz pomyśl, że Twój maluch tak właśnie może odbierać codzienne sytuacje. To nie jest „problem z charakterem”. To sposób działania układu nerwowego.
Każde dziecko jest inne, ale u dzieciaczków z nadwrażliwością dotykową często widzimy:
Czasem dzieci reagują ucieczką, a czasem walką, płaczem, krzykiem, sztywnieniem ciała.
To są ważne sygnały. Warto je potraktować serio.
W domu zwykle widzimy:
Co się właściwie dzieje w ciele dziecka? W dużym uproszczeniu: mózg dziecka nie filtruje bodźców dotykowych tak, jak powinien. Informacje ze skóry są odbierane jako zbyt mocne, zbyt nagłe, zbyt intensywne.
Często towarzyszy temu:
Jak reagować jako rodzic? Spokój i zrozumienie, nie zmuszamy, dajemy dziecku wybór i kontrolę.
Jeśli czujesz, że temat Was przerasta i bardzo dobrze, że to czujesz warto zgłosić się do specjalistów:
Im wcześniej, tym łatwiej wesprzeć układ nerwowy dziecka (diagnoza SI z systemem KATIS możliwa już od 1 roku życia!).
Pamiętaj: to nie mają być ćwiczenia „na siłę”, tylko zabawa, bliskość i doświadczenie.
Regularność – Spokojna atmosfera- Brak pośpiechu- Akceptacja tempa dziecka Jean Ayres, twórczyni koncepcji SI, podkreślała, że mózg uczy się przez doświadczenie, a nie przez przymus.
Do artykułu został dołączony film z propozycjami aktywności wspierających dziecko z nadwrażliwością dotykową.
Bibliografia
• Ayres A.J., Sensory Integration and the Child
• Przyrowski Z., Kwestionariusz Rozwoju Sensomotorycznego
]]>Święta Bożego Narodzenia to czas który nam dorosłym kojarzy się z ciepłem, bliskością, rodzinnymi tradycjami i pięknym klimatem z tą wymarzoną choinką i zapachem pierniczków, goździków i cynamonu. Jednym słowem jest czasem pełnym bodźców, zmienionej rutyny, nowych sytuacji społecznych i ogromu emocji. Dorośli jakoś sobie z tym radzą, choć i nam zdarza się czuć zmęczenie czy przebodźcowanie. Dla dzieci szczególnie wrażliwych, neuroatypowych, lękowych lub po prostu bardzo zmęczonych święta bywają prawdziwym maratonem sensorycznym, i to często bez ani jednej przerwy. Dlatego jednym z najprostszych, a jednocześnie najskuteczniejszych sposobów wspierania dziecka w tym okresie jest przygotowanie świątecznego kącika wyciszenia, czyli takiej małej, bezpiecznej przestrzeni, w której dziecko może odpocząć i odzyskać równowagę.
Dzieci odbierają świat intensywniej niż dorośli. Ich układ nerwowy jest w trakcie rozwoju, mechanizmy samoregulacji dopiero się kształtują, a zdolność filtrowania bodźców jest dużo słabsza niż u dorosłych. Jednym słowem chłoną jak gąbka wszytko!
Z punktu widzenia integracji sensorycznej święta bywają „za bardzo, za mocno, za szybko i wszystko naraz”.
Kiedy tak się dzieje, dziecko może reagować:
To nie jest niegrzeczność. To naturalna informacja: „Mamo! Tato! Potrzebuję przerwy. Potrzebuję spokoju.”
Świąteczne przebodźcowanie to stan, w którym ilość docierających do dziecka bodźców przekracza możliwości jego układu nerwowego.
Dziecko dosłownie traci zdolność przetwarzania, selekcji i regulacji napływających wrażeń.
W efekcie:
Układ nerwowy próbuje się bronić przed nadmiarem bodźców, czasem poprzez „wybuch”, a czasem poprzez „wyłączenie”, często możemy wtedy zauważyć takie „małe tygryski z Kubusia Puchatka”
Sygnały sensoryczne
Sygnały emocjonalne:
Sygnały behawioralne:
Sygnały społeczne:
Jeśli te zachowania nie są Ci obce to całkowicie normalne! Dziecko nie robi tego „na złość”. Ono po prostu nie ma już zasobów, żeby sobie z tym radzić.
To niewielka, spokojna przestrzeń, która:
To nie kara ani izolacja. To wsparcie. To pozwolenie na przerwę, gdy świat staje się zbyt intensywny.
W dalszej częsci artykułu przeczytasz:
Wesołych Świąt i spokojnego czasu w rodzinnym gronie! I oczywiście dobrej zabawy!
]]>
Święta Bożego Narodzenia to czas który nam dorosłym kojarzy się z ciepłem, bliskością, rodzinnymi tradycjami i pięknym klimatem z tą wymarzoną choinką i zapachem pierniczków, goździków i cynamonu. Jednym słowem jest czasem pełnym bodźców, zmienionej rutyny, nowych sytuacji społecznych i ogromu emocji. Dorośli jakoś sobie z tym radzą, choć i nam zdarza się czuć zmęczenie czy przebodźcowanie. Dla dzieci szczególnie wrażliwych, neuroatypowych, lękowych lub po prostu bardzo zmęczonych święta bywają prawdziwym maratonem sensorycznym, i to często bez ani jednej przerwy. Dlatego jednym z najprostszych, a jednocześnie najskuteczniejszych sposobów wspierania dziecka w tym okresie jest przygotowanie świątecznego kącika wyciszenia, czyli takiej małej, bezpiecznej przestrzeni, w której dziecko może odpocząć i odzyskać równowagę.
Dzieci odbierają świat intensywniej niż dorośli. Ich układ nerwowy jest w trakcie rozwoju, mechanizmy samoregulacji dopiero się kształtują, a zdolność filtrowania bodźców jest dużo słabsza niż u dorosłych. Jednym słowem chłoną jak gąbka wszytko!
Z punktu widzenia integracji sensorycznej święta bywają „za bardzo, za mocno, za szybko i wszystko naraz”.
Kiedy tak się dzieje, dziecko może reagować:
To nie jest niegrzeczność. To naturalna informacja: „Mamo! Tato! Potrzebuję przerwy. Potrzebuję spokoju.”
Świąteczne przebodźcowanie to stan, w którym ilość docierających do dziecka bodźców przekracza możliwości jego układu nerwowego.
Dziecko dosłownie traci zdolność przetwarzania, selekcji i regulacji napływających wrażeń.
W efekcie:
Układ nerwowy próbuje się bronić przed nadmiarem bodźców, czasem poprzez „wybuch”, a czasem poprzez „wyłączenie”, często możemy wtedy zauważyć takie „małe tygryski z Kubusia Puchatka”
Sygnały sensoryczne
Sygnały emocjonalne:
Sygnały behawioralne:
Sygnały społeczne:
Jeśli te zachowania nie są Ci obce to całkowicie normalne! Dziecko nie robi tego „na złość”. Ono po prostu nie ma już zasobów, żeby sobie z tym radzić.
To niewielka, spokojna przestrzeń, która:
To nie kara ani izolacja. To wsparcie. To pozwolenie na przerwę, gdy świat staje się zbyt intensywny.
Najlepiej:
Dzieci przeciążone często szukają:
Możesz dodać:
Dla dzieci nadwrażliwych (potrzebujących wyciszenia):
Dla dzieci podwrażliwych (szukających bodźców):
„To jest miejsce Twojego odpoczynku. Możesz tu przyjść, kiedy potrzebujesz.”
Ważne! Nie wysyłamy tam dziecka za karę. To narzędzie samoregulacji.
„Widzę, że jest dużo bodźców. Chcesz iść na chwilę odpocząć do swojego kącika?”
Dla dziecka łatwo przebodźcowującego się
Dla dziecka potrzebującego ruchu
Dla dziecka lękowego
Dla rodzeństwa
Święta nie muszą być idealne, żeby były piękne.Nie musimy realizować wszystkich planów i oczekiwań.Nie musimy być w ciągłym biegu.
Możemy:
Najważniejsza jest obecność, bliskość, bycie razem na tyle, na ile każdy może.
Kącik wyciszenia to mały gest, który naprawdę robi dużą różnicę.
A Ty rodzicu jeżeli znajdziesz chwilkę w te Święta na literaturę to polecam:
Wesołych Świąt i spokojnego czasu w rodzinnym gronie! I oczywiście dobrej zabawy!
]]>Błąd bazy danych WordPressa: [The MariaDB server is running with the --read-only option so it cannot execute this statement]INSERT INTO `sw_options` (`option_name`, `option_value`, `autoload`) VALUES ('_transient_doing_cron', '1792189460.2433819770812988281250', 'on') ON DUPLICATE KEY UPDATE `option_name` = VALUES(`option_name`), `option_value` = VALUES(`option_value`), `autoload` = VALUES(`autoload`)
Błąd bazy danych WordPressa: [The MariaDB server is running with the --read-only option so it cannot execute this statement]INSERT INTO `sw_options` (`option_name`, `option_value`, `autoload`) VALUES ('_transient_timeout_2__9b7a51e2f4b74108a3824eb60863f798', '1792191260', 'off') ON DUPLICATE KEY UPDATE `option_name` = VALUES(`option_name`), `option_value` = VALUES(`option_value`), `autoload` = VALUES(`autoload`)
Błąd bazy danych WordPressa: [The MariaDB server is running with the --read-only option so it cannot execute this statement]INSERT INTO `sw_options` (`option_name`, `option_value`, `autoload`) VALUES ('_transient_2__9b7a51e2f4b74108a3824eb60863f798', '[]', 'off') ON DUPLICATE KEY UPDATE `option_name` = VALUES(`option_name`), `option_value` = VALUES(`option_value`), `autoload` = VALUES(`autoload`)