Gabinet integracji sensorycznej kojarzy się zazwyczaj z miejscem pełnym ruchu, gdzie dzieci bez obaw skaczą na materace i wspinają się na najwyższe drabinki. Jednak w tej samej pracy spotykamy też pacjentów o zupełnie innym profilu. To dzieci, dla których wejście na niski materac staje się barierą, a prośba o zajęcie miesjca na wysokim krześle, z którego stopy nie sięgają podłogi, wywołuje paraliżujący strach. Ciało takiego malucha natychmiast sztywnieje, a w oczach pojawia się lęk. Dla terapeuty to sygnał, że może mieć do czynienia z niepewnością grawitacyjną.
Aby zrozumieć to zaburzenie, warto odwołać się do teorii dr A. Jean Ayres. Zdefiniowała ona niepewność grawitacyjną jako neurologiczne poczucie zagrożenia, będące bezpośrednią reakcją na siłę przyciągania ziemskiego. Nie wynika ono ze słabych mięśni, niezgrabności ruchowej czy niechęci dziecka do współpracy. Jest to błąd modulacji sensorycznej na poziomie pnia mózgu. W prawidłowo rozwijającym się organizmie część otolitowa układu przedsionkowego (łagiewka i woreczek) rejestruje siłę grawitacji oraz ruch liniowy. Te informacje, wraz ze wzrokiem i receptorami w mięśniach, budują poczucie bezpieczeństwa. U dziecka z lękiem grawitacyjnym system ten przetwarza bodźce w sposób wyolbrzymiony. Mózg otrzymuje zniekształcony sygnał, przez co najmniejsza zmiana położenia głowy czy nieprzewidywalne przechylenie ciała wywołują automatyczną reakcję lękową.
Badania z obszaru neuronauki, obecne m.in. w publikacjach profesora Michaela Potegala, potwierdzają, że lęk ten nie ma podłoża behawioralnego. Opisy eksperymentów klinicznych wskazują na anomalie w pniu mózgu, które utrudniają wyciszanie sygnałów o ruchu. Dla takiego układu nerwowego odchylenie głowy w tył podczas mycia włosów lub leżenia na plecach jest odbierane przez mózg tak, jakby ciało spadało w przepaść.
W dalszej części artykułu przeczytasz: