Rodzicielstwo to jedna wielka inwestycja – czasu, energii, cierpliwości i snu, którego zwykle brakuje najbardziej. Dziś kolejna odsłona tej opowieści: czy warto zainwestować w diagnozę integracji sensorycznej systemem KATIS, zanim maluch skończy 4 lata?

Jeśli Wasze dziecko reaguje płaczem na sam widok piasku, nie znosi mycia głowy, biega bez wytchnienia jak nakręcone, albo wręcz przeciwnie – trudno je do czegokolwiek zachęcić – prawdopodobnie zadajecie sobie pytanie, które słyszę od rodziców najczęściej: „Czy to tylko taki charakterek, czy jednak coś więcej?”. Od tego pytania zaczyna się cała historia z systemem KATIS.

 

Czym w ogóle są „trudności sensoryczne”

Mózg malucha od urodzenia bez przerwy zbiera informacje – z dotyku, ruchu, słuchu, wzroku, a nawet z tego, co dzieje się w jego własnych mięśniach i stawach. Musi je wszystkie poskładać w jedną, sensowną całość. Ten proces nazywamy integracją sensoryczną.

Kiedy przebiega on nietypowo, dziecko może reagować na bodźce zbyt mocno – metka w koszulce staje się wtedy dramatem na miarę Oscara. Może też szukać bodźców wyjątkowo intensywnie, żeby w ogóle poczuć, że „jest” w swoim ciele, albo odmawiać wszystkiego co zaproponujecie jednym krótkim „Nie chce”. Do tego dochodzą często kłopoty z koordynacją ruchową, nauką zwykłych czynności czy regulacją poziomu pobudzenia.

I tu ważna uwaga: same te zachowania nie są jeszcze diagnozą. To sygnały, które powinny zapalić w glowie czerwoną lampkę. O! Jest coś, co mnie zastanawia, co zaburza obraz. Może warto to sprawdzić zamiast zamartwiać się na zapas albo, co gorsza, bagatelizować temat latami, aż trudności utrwalą się na dobre.

 

KATIS, czyli komputerowy asystent, który pyta o to, co Wy już i tak wiecie

Do tej pory w wielu miejscach słychać opinie, że ocenę sensoryczną dziecka robi się dopiero od 4 roku życia i „teraz jest za wcześnie, nie ma sensu, trzeba poczekać”. Nic bardziej mylnego. System KATIS, czyli Komputerowy Asystent Terapii Integracji Sensorycznej, to polskie narzędzie stworzone specjalnie dla najmłodszych – dzieci między 12. miesiącem a 4. rokiem życia. Merytorycznie czuwał nad nim Zbigniew Przyrowski – jedna z tych osób w polskiej integracji sensorycznej, których nazwisko pojawia się właściwie w każdej książce wartej przeczytania.

Po co ktoś w ogóle to wymyślił? Klasyczne, standaryzowane testy SI, jak PSTIS czy Testy Południowo Kalifornijskie, sprawdzają się faktycznie u starszych dzieci. Maluchy poniżej 4. roku życia były w tej materii trochę osierocone, bo trudno zbadać dwulatka tymi samymi narzędziami, co pięciolatka. A badanie „na oko” nie zawsze przynosi satysfakcjonujące wyniki. KATIS miał tę lukę wypełnić.

 

Jak to zatem wygląda krok po kroku?

W praktyce jest to platforma komputerowa złożona z kilku elementów. Mamy tu:

  • Wywiad wypełniany przez rodzica – pytania o ciążę, poród i wczesny rozwój dziecka. Na tej podstawie system już na starcie kwalifikuje dziecko do dalszej diagnozy.
  • Kwestionariusz rodzicielski – rzetelny, wielostronny, dopasowany do wieku dziecka, liczący nawet 180–240 pytań. To sporo, więc lepiej usiąść do niego spokojnie z herbatą, niż wypełniać go w biegu między odbieraniem z przedszkola, a gotowaniem obiadu.

Kwestionariusz można wykonać samodzielnie logując się do platformy Katis.pl. Jeżeli trudności okażą się niewielkie – system sam zaproponuje ćwiczenia do domu, które poprawią niewielkie trudności rozwojowe. Ale jeżeli rzeczywiście jest coś na rzeczy – odeśle do terapeuty integracji sensorycznej na diagnozę.

A jeśli spotkanie z diagnozą rozpoczynacie od razu w gabinecie?

Jeżeli macie już wypełniony kwestionariusz, to diagnosta poprosi o dostęp do niego (jeśli nie macie – da link do wypełnienia) i na tej podstawie wykona:

  • Testy diagnostyczne – analizowane potem przez odpowienie algorytmy
  • Napisze diagnozę i omówi ją – czyli wytłumaczy wyniki po ludzku i wspólnie z Wami ustali, co robić – czy wskazana jest terapia w gabinecie, czy dodatkowo ćwiczenia, czy dieta sensoryczna itd.

 

Kiedy warto się nad tym zastanowić?

Diagnoza KATIS bywa polecana, jeśli rozpoznajecie u swojego dziecka na przykład:

  • trudności z regulacją pobudzenia – dziecko jest albo non stop w ruchu, albo wręcz przeciwnie, jakby wyłączone z gniazdka,
  • silny opór przed brudzeniem rąk – piasek, farby czy ciastolina wywołują prawdziwy dramat,
  • niechęć do mycia, czesania, obcinania paznokci, czynności toaletowych
  • kłopot z dopasowaniem siły do zadania – kredka dziurawi kartkę albo zabawka non stop wypada z rąk,
  • nietypowe reakcje na dźwięki, światło czy zmiany pozycji ciała.

Jeśli widzicie u swojego dziecka kilka punktów z tej listy, to jeszcze nie wyrok. To sygnał, że warto to sprawdzić, zamiast czekać, aż samo przejdzie.

 

Dlaczego naprawdę warto się zdecydować?

Wczesna diagnoza to nie jest szukanie problemu na siłę. To danie sobie i dziecku szansy na spokojniejszy start. Mózg małego dziecka rozwija się w niezwykłym tempie i właśnie w tym okresie najłatwiej wspiera się go w nabywaniu nowych umiejętności. Im wcześniej zauważycie trudność, tym łatwiej i szybciej można ją zniwelować, zanim przełoży się ona na kłopoty w przedszkolu, trudności w nauce czy niską samoocenę dziecka.

Dzieci z trudnościami sensorycznymi słyszą często „bądź grzeczny”, „usiądź spokojnie”, „nie histeryzuj” – choć wcale nie chodzi tu o złe wychowanie, tylko o inaczej pracujący układ nerwowy. Diagnoza pozwala to zrozumieć i przestać szukać winy tam, gdzie jej po prostu nie ma.

Badanie daje też coś, czego rodzicom dzieci z trudnościami sensorycznymi brakuje najbardziej – konkretną odpowiedź zamiast domysłów. Zamiast błądzić po forach internetowych czy porównywać swoje dziecko do dzieci sąsiadów, dostajecie rzetelny raport przygotowany przez specjalistę, który wie, na co patrzeć. To także ulga w codziennych zmaganiach, bo wiele zachowań, które wcześniej wydawały się kaprysem albo złośliwością czy knąbrnością, nagle zaczyna mieć sens.

I jeszcze jedno: diagnoza to nie etykieta na całe życie, tylko narzędzie. Dzięki niej można zaplanować konkretne, dopasowane do dziecka wsparcie – czasem proste ćwiczenia wplecione w codzienność, a czasem żmudną terapię w gabinecie. Im wcześniej zaczniecie, tym mniej wysiłku będzie to wymagało w przyszłości, zarówno od dziecka, jak i od Was.

 

Jak się przygotować?

  • Zbierzcie wcześniej informacje o wczesnym rozwoju dziecka – kartę ciąży i wypis ze szpitala – wywiad pójdzie sprawniej.
  • Przez tydzień czy dwa zapiszcie sobie konkretne sytuacje, które Was niepokoją. „Nie lubi” to za mało. „Krzyczy przy myciu głowy od pół roku, mimo że próbowaliśmy trzech różnych szamponów” – to już konkret, który pomoże w kwestionariuszu.
  • Nie starajcie się „wygładzać” odpowiedzi, żeby dziecko wypadło lepiej. Im bardziej szczery obraz, tym trafniejszy wynik.
  • Zapytajcie placówkę wcześniej, ile trwa badanie, ile kosztuje i co dzieje się dalej, jeśli wynik wskaże istotne trudności. Warto wiedzieć, czy oferują też terapię, czy trzeba będzie szukać pomocy gdzie indziej.

A jeśli wynik kwestionariusza będzie uspokajający? To też świetnie – to informacja, która pozwala Wam spać spokojniej, zamiast bez końca analizować każdy grymas dziecka.

 

Badanie integracji sensorycznej w systemie KATIS to nie wyrok i nie magiczna kula, która przewidzi całe życie Waszego dziecka. To dobrze poukładany punkt startowy do rozmowy ze specjalistą – rzetelna odpowiedź zamiast błądzenia w domysłach. Jeśli od dłuższego czasu nosicie w sobie pytanie „czy z moim dzieckiem wszystko jest w porządku?”, ta diagnoza może dać Wam więcej spokoju niż kolejna nieprzespana noc na czytaniu forów. A im wcześniej ją zrobicie, tym więcej czasu zyskuje Wasze dziecko na to, żeby po prostu rosnąć spokojniej.