W przedszkolu/ szkole jest spokojne a w domu wybucha – dlaczego dziecko rozładowuje napięcie po powrocie?
Kiedy rodzic przychodzi do gabinetu i słyszę, że „ Moje dziecko w przedszkolu jest naprawdę grzeczne. Panie mówią, że świetnie sobie radzi a jak tylko wracamy do domu, zaczyna się awantura o wszystko. W szkole cały dzień jest spokojne, a w domu krzyczy, płacze i nie chce niczego.Tam potrafi się zachować, a przy mnie nagle nie potrafi”. Rodzicu czy to brzmi Ci to znajomo? Pamiętaj, że to nie musi oznaczać, że Twoje dziecko jest rozpieszczone, manipuluje albo specjalnie „wyżywa się” na Tobie. Czasami jest wręcz przeciwnie. Dom jest miejscem, w którym dziecko czuje się na tyle bezpiecznie, że wreszcie może odpuścić. Przez cały dzień trzeba było słuchać, czekać, siedzieć, dostosowywać się, dzielić przestrzeń z innymi, kontrolować emocje, reagować na polecenia i przetwarzać mnóstwo bodźców. hałas, ruch, światło, dotyk, zapachy, tłum, zmiany aktywności. Do tego dochodzi cała społeczna robota: „Poczekaj”, „Teraz twoja kolej”, „Nie przerywaj”, „Usiądź”, „Chodź z grupą,. „Nie krzycz”. Jedno dziecko przejdzie przez to bez większego wysiłku a dla innego to ogromna praca. I kiedy wraca do domu, jego bateria może być już na czerwonym polu. Wtedy wystarczy naprawdę niewiele. Kanapka pokrojona nie tak, skarpetka uwiera, brat usiadł za blisko, Mama mówi: „Chodź, umyjemy ręce” I… BUM z aniołka przeradza się w Diabełka tasmańskiego rodem z kreskówki. Łzy. Krzyk. Złość. Rzucanie się na podłogę albo przeciwnie to dziecko nagle dostaje 200% energii: biega, skacze, turla się po kanapie, wspina, zaczepia rodzeństwo i wygląda tak, jakby właśnie wróciło z drzemki, a nie z sześciu godzin przedszkola.
Co się właściwie dzieje?
Dziecko przez cały dzień korzysta z ogromnej ilości zasobów: uwagi, hamowania impulsów, elastyczności, komunikacji, radzenia sobie z frustracją i przetwarzania bodźców. Może więc naprawdę świetnie radzić sobie w przedszkolu, a jednocześnie być po nim kompletnie wyczerpane.
W literaturze parentingowej można spotkać określenie after-school restraint collapse opisujące sytuację, gdy dziecko długo utrzymuje kontrolę w środowisku szkolnym, a po powrocie do bezpiecznego miejsca puszcza swoje hamulce. I dlatego zamiast: „Dlaczego on zachowuje się tak tylko przy mnie?” czasami warto pomyśleć: „Co kosztowało go dzisiaj tak dużo energii i czego teraz potrzebuje?” To naprawdę zmienia perspektywę.
A co z sensoryką?
Przez cały dzień mózg odbiera mnóstwo informacji : z oczu, uszu, skóry, mięśni, stawów i układu równowagi. Dla jednego dziecka hałas w sali jest tłem. Dla innego każde przesunięcie krzesła jest kolejną informacją, którą musi przetworzyć. Jedno dziecko uwielbia skakanie i wspinanie. Inne po kilku minutach ma już dość. Dlatego dziecko po powrocie może szukać ruchu, docisku, ciszy, bliskości albo wręcz przeciwnie przestrzeni i samotności. Ważne: nie każdy wybuch jestproblemem sensorycznym. Czasami dziecko jest po prostu głodne, albo zmęczone, może miało trudny dzień lub pokłóciło się z kolegą czy na przykład przez sześć godzin było „na wysokich obrotach”. Nie musimy wszystkiego od razu nazywać „problemem z integracją sensoryczną”.
Najpierw obserwujemy dziecko. Potem szukamy rozwiązania.
10 strategii na „wulkan po przedszkolu”
Rodzicu nie musisz urządzać w domu sali terapeutycznej dla szkraba. Nie potrzebujesz dziesięciu specjalistycznych sprzętów. Czasami naprawdę wystarczy 10-20 minut dobrze dobranej zabawy, zanim przejdziecie do kolacji, kąpieli i całej reszty. Wypróbuj i zobacz, co działa właśnie na Twoje dziecko.
1. Kanapka z poduszek
Dziecko kładzie się między dwoma dużymi poduszkami albo materacami, a Ty robisz delikatną „kanapkę”. Możesz powiedzieć: „Uwaga, robimy wielką kanapkę! Ser już jest, teraz dokładamy naleśnika!” Możecie też mocno przytulić dziecko, jeśli lubi taki rodzaj dotyku. Ważne: dziecko ma móc w każdej chwili powiedzieć „stop”!
2. Przepychanki
Nie trzeba kupować niczego. Stań naprzeciwko dziecka i zróbcie zabawę: „Kto przepchnie mamę do ściany?” , znana zabawa z mojego dzieciństwa SŁUP SOLI. Możecie pchać poduszkę, materac albo siebie nawzajem w bezpieczny sposób. Duże partie mięśni pracują, dziecko dostaje dużo informacji z ciała, a przy okazji… można się po prostu świetnie powygłupiać.
3. Tor przeszkód
Poduszka – przejście pod krzesłem – skok na materac – czołganie – przeniesienie misia – rzut piłką. Nie musi być idealnie. Ma być ruch. Możesz nawet powiedzieć: „Masz 5 minut, żeby pokonać tor super szkraba!” Dziecko dostaje konkretny cel i możliwość wykorzystania całego ciała.
4. Turlanie i rolowanie
Na dywanie albo materacu. Turlamy się jak naleśniki. Można też zawinąć dziecko w koc jak „burrito” lub jeśli dziecko tego chce i może swobodnie się wydostać albo zrobić zabawę: „Turlamy się po skarpetki!” „Turlamy się jak krokodyl!” Czasami zwykłe turlanie daje dziecku dokładnie to, czego potrzebuje jego ciało.
5. Ciężka robota
To mój ulubiony sposób na dzieci, które wracają do domu i wyglądają, jakby były Tygryskami z Kubusia Puchatka. Zamiast mówić i prosić: „Przestań biegać!” spróbuj: „Chodź, potrzebuję twojej pomocy”. Przenoszenie poduszek, pchanie kosza z praniem, noszenie książek, budowanie fortu, przesuwanie lekkiego pudełka, zbieranie zabawek do dużego kosza. Czyli coś, co angażuje większe partie mięśni. Dziecko „pracuje”, ale tak naprawdę dostaje świetną okazję do ruchowego rozładowania napięcia. A przy tym jest zaangażowane w pomoc w domu.
6. Zabawa z wodą
Woda potrafi być świetnym elementem wieczornego wyciszenia, szczególnie jeśli Twoje dziecko ją lubi. Może to być: nalewanie wody do kubeczków, przelewanie, kąpiel z zabawkami, mycie samochodów, zabawa gąbką, laboratorium z miską i kilkoma pojemnikami. Nie musi być długa.
Czasami 10 minut spokojnego przelewania wody robi więcej niż kolejne: „Uspokój się”.
7. Masażyk „pizza”
Dziecko leży na brzuchu, a Ty „robisz pizzę” na plecach. Najpierw: wałkujemy ciasto, potem: sypiemy ser, kładziemy pomidory, wkładamy pizzę do pieca. Możesz delikatnie uciskać dłonią, głaskać albo „rysować” palcem. Ale oczywiście tylko wtedy, kiedy dziecko lubi taki dotyk.
8. Zabawa w zwierzęta
„Pokaż, jak chodzi niedźwiedź”/ „A teraz żaba”/ „A teraz rak”/ „A teraz wąż”/ „A teraz wielki słoń!” /Czołganie, chodzenie na czworakach, skakanie, pełzanie, przysiady. To świetna zabawa i jednocześnie sposób na zaangażowanie całego ciała.
9. „Naleśnik” plus spokojny oddech
Kładziecie się na podłodze.Przykrywacie dziecko kocem.I robicie zabawę: „Naleśnik odpoczywa po wielkim dniu”. Możecie razem dmuchać na wyimaginowaną świeczkę. Wąchać „gorącą czekoladę” i dmuchać, żeby ją ostudzić. Robić bardzo powolne ruchy, zabawa w żółwie. To dobry moment na przejście z intensywnego ruchu do wyciszenia.
10. „Nic nie musimy”I to może być najważniejsza strategia. Czasami dziecko nie potrzebuje kolejnej aktywności.
Potrzebuje zejścia z obrotów. przekąska/woda/koc/kanapa/cisza/przytulenie, oczywiście jeśli chce. Książka/ kilka minut blisko rodzica. Pamiętaj, że ile szkrabów tyle reakcji. I to jest bardzo ważne. Jedno po przedszkolu będzie potrzebowało: ruchu, drugie bliskości, trzecie ciszy, czwarte wody, a piąte po prostu świętego spokoju. Dlatego nie szukaj jednej „najlepszej” aktywności sensorycznej.
Obserwuj reakcję dziecka. Jeżeli po danej zabawie jest spokojniejsze, łatwiej przechodzi do kolejnej czynności i szybciej wraca do równowagi to prawdopodobnie znalazłeś coś, co mu służy. Jeżeli po intensywnym kręceniu jest jeszcze bardziej pobudzone to znak, że akurat tego nie potrzebuje. Nie chodzi o to, żeby dziecko „zmęczyć”. Chodzi o to, żeby pomóc mu wrócić do równowagi. A co z granicami? To, że dziecko jest przeciążone, nie oznacza, że wszystko jest dozwolone. Możesz jednocześnie powiedzieć: „Widzę, że jesteś wściekły. Możesz się złościć. Nie pozwolę ci mnie uderzyć” albo „Widzę, że potrzebujesz dużo ruchu. Możemy skakać na materacu, ale nie po kanapie”. Emocja tak. Krzywdzenie innych kategoryczne nie. Granica może być spokojna i jednocześnie bardzo wyraźna.
I tak na sam koniec, rodzic też ma swoją baterię. Bo czasami dziecko wraca do domu jako wulkan… a rodzic ma już tylko 3% baterii. I to też jest OK. Nie musisz co dzień przez cały wieczór regulować dziecka, organizować zabaw i być chodzącym terapeutą. Czasami najlepszą rzeczą jest „Widzę, że jest ci trudno. Ja też jestem dziś zmęczona. Usiądźmy razem”. Regulacja dziecka nie powinna oznaczać całkowitego wyczerpania rodzica. Zadbajmy o siebie nawzajem.
Bibliografia:
- Ayres, A. J. (2015). Dziecko a integracja sensoryczna. Gdańsk: Harmonia Universalis.
- Borkowska, M., Wagh, K. (2010). Integracja sensoryczna na co dzień. Warszawa: PZWL.
- Obserwacje z własnej praktyki zawodowej